poniedziałek, 6 kwietnia 2015

S.1 odc.5

Hej!
No i jak święta? Jesteście mokrzy?
Mam nadzieję, ze może być okej ten rozdział. Dużo moich przemysleń. No wiecie Derrick... Zresztązobaczycie ;p
No to jutro ostatni dzień byczenia się !!!! ;(
Enjoy the reading!
wiki

Im większe w człowieku wewnętrzne roz­bi­cie, poczu­cie włas­nej słabości, niepew­ności i lęk,
 tym większa tęskno­ta za czymś, co go z pow­ro­tem sca­li, da pew­ność i wiarę w siebie.
Antoni Kępiński


Las Vegas 30.11.2007

Delikatnie przejechał opuszkami palców po strunach, jakby to dotykał policzki kochanki. Uśmiechnął się myśląc o tym ile znaczy dla niego każda struna, każdy dźwięk, który się wydobywa z pudła rezonansowego. To uczucie ,które go ogarnia kiedy tylko pomyśli o nowym riffie, kiedy tylko usłyszy ta melodie w głowie.
 Coś co sam tworzy.
 Z myślą o kimś, o czymś,  o niej.
Tak o niej myśli ciągle. Ale nie ma to sensu. Przewróciła mu w głowie. Będzie następna. Musi być. Nie może nie być. Nie może tkwić ciągle w tej pętli, która tylko mu przeszkadza. Może to dlatego, że ona była pierwsza... Tak, pierwszą. Ale w sumie co się dziwić, zawsze był ofiarą,ofermą, kujonkiem, na którego nawet nie zwracano uwagi. Może to i dobrze.
"Ale Dave...  To wszystko przez niego."- cały czas miał to w głowie, ciągle analizował.
 "A może dzięki niemu? Już sam nie wiem. Nie mogę ciągle mówić, że to przez niego, może to dzięki niemu... To takie skomplikowane. To wszystko co dla mnie zrobił,to jest nieocenione."
Chłopak zaczął grać jedną ze swoich ulubionych melodii, mrucząc cicho tekst piosenki. Wiedział, że nie miał dobrego głosu i nie chciał psuć słuchu rodzicom.
  Grał z takim zaangażowaniem i pasją, że nawet nie zwrócił uwagi, gdy jego mama weszła do pokoju i zostawiła mu kolację na biurku. Przyglądała mu się jeszcze chwilę, opierając się o futrynę w drzwiach. Widziała jak syn reaguje na każdy z dźwięków gitary. Uważała, że ma ogromny talent, ale teraz to ciężko się wybić w takim świecie muzykowi, który gra z pasją. Jest tylu świetnych gitarzystów, którzy doszli do statusu "bogów gitary", że teraz taki chłopak i tak będzie przy nich blado wychodził. Nigdy nie zostanie porównany do takiego Hendrixa, czy Santany. Jednak dla niej Frank był najlepszym gitarzystą na świecie.
Chłopak skończył grać na swoim instrumencie uśmiechając się pod nosem, z powodu dobrze wykonanej pracy. Zauważył, że na biurku leży jedzenie i kubek herbaty. Rozglądnął się po pokoju jednak nikogo nie zauważył. Wzruszył ramionami i podszedł do biurka.

Las Vegas, 6.12.2007

- To jest o na czym powinniście się skupić.- powiedział mężczyzna, pisząc na prawie całą tablicę sowo "JA".- Ja. Ja teraz siedzę, ja teraz oddycham, ja piszę smsy- widzę że to robisz- powiedział wskazując na Agathe siedzącą z tyłu. Ona szybko schowała telefon do torby, z zawstydzeniem na twarzy.- Myślę, że nie będę przynudzać jakby to była zwykła lekcja.
Po klasie przeszedł zduszony chichot.
- Ja teraz do was mówię, wy się śmiejecie, każde z was się uśmiecha. Każde z was to osobne JA. Swoją drogą...- pokazał dłońmi na siebie.- Ja jestem Derrick. Niech teraz każdy się przedstawi. Obiecuję, że ie zapamiętam większości z was, ale w pewien sposób będzie wam łatwiej.- uśmiechnął się.
David stwierdził, że zaczyna się całkiem ciekawie. Oczywiście na pewno dużo ciekawiej niż, gdyby właśnie miałaby się odbywać lekcja angielskiego. Frances słuchała z ogromną ciekawością, co ten mężczyzna ma do powiedzenia. Zaczynało się ciekawie. Był studentem psychologi, ale nie był jak każdy. Miał swoje własne dziwne, ale ciekawe rozwiązania dla zwykłych problemów.
 Nauczycielka siedziała z tyłu, nie będąc zadowolona, z takiego obrotu sprawy. Miała ważną lekcję, a nagle dowiedziała się, że ma ją odstąpić jakiemuś studenciakowi. Skrzyżowała ręce na piersi i usiadła wygodnie na krześle, wywracając oczami. Chodź chłopak zaciekawił całą klasę i pierwszy raz widziała ich tak skupionych, nie chciała tego przyznać, że działał magnetyzująco i że jeśli tylko studiowałby anglistykę, nikt by nie opuszczał jego lekcji.
- Skoro wszyscy już znam swoje imiona, to... Do widzenia!- powiedział wychodząc. Wszyscy jęknęli z niezadowolenia. Derrick się uśmiechnął i zatrzymał w pół kroku.
- Co tak narzekacie?- zaśmiał się wracając na miejsce.- To tylko test. Widzę, że nawet Agatha oderwała się od swojego małego ekraniku, żeby zobaczyć co się dzieje.
Dziewczyna zarumieniła się.
- Wcale nie.- powiedziała cicho. Wszyscy się zaśmiali. Powszechnie wiadomo, że dziewczyna od kiedy dostała nowy telefon nie może przestać go używać.  Szybko schowała go do plecaka i oparła głowę na dłoni.
- Dobra. Więc "JA". Proste słowo, dwie litery, a jak wiele znaczy. No właśnie znaczenia słowa "JA". Kiedy słyszycie to słowo co wam przychodzi do głowy?- zapytał patrząc na każdą osobę w klasie jak na indywidualną osobę. Był niesamowicie pochłonięty tym co robił. Kiedy Fran się rozejrzała po klasie zauważyła, że wiele dziewczyn chciałoby odkryć przed Derrickiem swoje ja.
- Człowiek- powiedziała Kristie.
- Uczucia.- krzyknął Adam, z samego końca klasy.
- Emocje.- szepnęła Agatha, która nie była pewna tego co mówi.
- Osobowość!- krzyknął David. Newman się uśmiechnęła, widząc, że przyjaciel się tak zaangażował. Dawno tak nie było.
- Świetne skojarzenia!- powiedział Derrick.- Ale szukajcie może głębiej.
- Wa...- zaczął ktoś z tyłu.
- Nie tak głęboko!- przerwał mężczyzna. Cała klasa wybuchła śmiechem, razem z panią Smith, która dłużej już nie mogła udawać swojej obojętności.
- Miało być waga. - to była Pati, która zrobiła się czerwona. Derrick puścił do niej oko, na co zmieniła kolor na buraczany ,chowając twarz w dłoniach. Miło było patrzeć na takie zaangażowanie klasy. Fran dawno tak dobrze się nie czuła w szkole, na lekcjach.
Rzucane było jeszcze mnóstwo rzeczowników. W końcu tablica była cała zapełniona.
Mężczyzna popatrzył na tablice, a potem zwrócił się do uczniów.
- To wszystko to wasze "JA". Zauważcie, że jest bardzo skomplikowane. Ile z takich łatwych dwóch liter można wyciągnąć? Niesamowite, prawda?
Wszyscy zgodzili się z nim.
- Dlatego proszę was zastanówcie się co robicie. Jedno ja składa się na wiele czynników, jak widać. Nie warto więc psuć sobie życia, rezygnując z któregoś z nich. Myślicie, że bez.. no nie wiem- popatrzył na tablicę , łapiąc się za podbródek- uczuć da się żyć i być sobą?
Słychać było słowo "nie " z każdej strony.
- Ja też nie. A osobowość? Myślę, że jeżeli nie miałoby się osobowości, albo charakteru, zanikło by człowieczeństwo, a przede wszystkim INDYWIDUALNOŚĆ.- podkreślił ostatnie słowo, biorąc czerwony pisak i pisząc to słowo na wszystkich notatkach na tablicy.- Zapamiętajcie. Cały ten mój wywód miał na celu pokazanie, żebyście byli sobą, że jesteście pilotem swojego własnego samolotu...
Po sali przeszedł cichy szmer. Gdzieniegdzie słychać było śmiech.
"Porównanie nie codzienne i bardzo abstrakcyjne, ale żeby od razu się śmiać?"- pomyślała Newman, marszcząc czoło.
- Ej, nie marszcz się tak, bo się szybciej zestarzejesz.- szepnął jej do ucha Dave. Poczuła dreszcze przechodzące przez jej ciało. Zawsze tak miała, kiedy ktoś coś do niej szeptał. Czasem ją to denerwowało, bo miała wrażenie, że to uczucie jest tylko przeznaczone dla pary kochanków.
Odwróciła głowę w stronę kolegi i zgromiła go wzrokiem.
- Jeżeli wolicie powiem inaczej. Jesteście panami swojego losu. Chciałem wam bardziej zobrazować, ale widzę, ze to klasa humanistów,więc do was trzeba  inaczej- uśmiechnął się i wybuchnął śmiechem jak zresztą cała klasa. O dziwo najgłośniej śmiała się pani Smith.
- W każdym razie- podjął ponowną próbę , po opanowaniu się.- pamiętajcie o tym, żeby myśleć o sobie. Nie tylko w kategoriach co oni sobie pomyślą jak mnie zobaczą w tym stroju? Co powiedzą znajomi jak wyznam prawdę? Co pomyśli pracodawca jak poproszę o urlop? Czy będą się śmiać jak przyjdę w pidżamie do szkoły? Tak swoją drogą zdradzę wam tajemnicę. -zniżył głos do szeptu- Ja dzisiaj mam na sobie pidżamę.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Derrick miał na sobie brązową koszulkę, wypłowiałą z logiem Coca- coli. Była wymięta, ale nikt się nie spodziewał, że to pidżama.
- Zacznijcie sobie zadawać pytania co JA czuję? Jak się Ja będę czuł w tym stroju? Czy to MI będzie łatwiej kiedy im wyznam prawdę? Zacznijcie myśleć osobie. Ważni są inni ludzie, ale jak to się mówi, chcesz coś zmienić zacznij od siebie. Teraz wejście głęboki wdech i powoli wypuszczajcie powietrze, a to wszystko z zamkniętymi oczami. Zróbcie tak z dwa razy, aby oczyścić wasz umysł. Pomyślcie o sobie. Co czujecie. Jakie macie podejście do tego wszystkiego. Uwolnijcie umysły od jakiejkolwiek myśli.
Nastała grobowa cisza. Słychać było tylko głębokie wdechy i wydechy. Wszyscy siedzieli w skupieniu. Frances próbowała uwolnić się od wszystkich myśli. Od Franka, pocałunku. Próbowała się uwolnić od tego co BYŁO i poczuć o co jest TERAZ.
Dave próbował się skupić, ale miał straszne problemy z koncentracją. Co jakiś czas uchylał powiekę, aby zobaczyć co się dzieje w okół. Wszyscy robili to co powiedział Derrick. Kiedy popatrzył na mężczyznę od razu zamknął oczy i powrócił do nieudolnych prób "wejrzenia w głąb siebie", bo psycholog patrzył na niego uważnie. Był rozbawiony tym jak chłopak łatwo się dekoncentruje. Jego usta automatycznie wykrzywiały się w uśmiechu. Po chwili klasnął w ręce.
- Myślę, że w jakiś sposób dałem wam do myślenia i teraz będzie wam dużo łatwiej podejmować decyzje i po prostu być sobą. Bo to najważniejsze. Nikt ciebie, ciebie czy tamtego kolesia z tyłu nie polubi jeżeli będziesz udawać, albo grać. Polubi twoją imitację, coś co nie istnieje, iluzję. Ale kiedyś zorientuje się, że coś tu nie gra. Pamiętajcie w swoim życiu czasem trzeba być egoistą, ale nie przesadzajmy dobra? No to...
Dzwonek rozniósł się po całej klasie. Wszyscy drgnęli. Byli tak bardzo skupieni na prelekcji, że nawet nie zauważyli ,gdy 45 minut zleciało jak z bicza strzelił. Słychać było odgłosy niezadowolenia.
- Jakbyście tak reagowali na koniec mojej lekcji.- zaśmiała się pani Smith. Niestety tylko ona się śmiała ze swojego marnego żartu.
" Biedna kobieta. Samotność nie służy, chyba że jednak ma tego męża... Ale obrączki brak..."- pomyślała Fran.
" Jest taka żałosna, ale taka seksowna"- pomyślał Dave, przygryzając lekko swoją dolną wargę.
- No dobra to na tym kończymy. Może się kiedyś spotkamy, ale mam nadzieję, że zapamiętacie ,że kiedyś na lekcji był taki idiota co uczył was czegoś o was samych. A nie, ze tylko dzięki... to znaczy przez niego nie mieliście angielskiego.- uśmiechnął się. Wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia rzucając Derrickowi przyjazny uśmiech i szybkie "Dziękuje".
Dla niego znaczyło to dużo. To była jego pierwsza prelekcja w szkole, ale było to bardzo miłe doświadczenie, które ma nadzieję, że się nie raz powtórzy.

- I jak?- zapytała Newman, kiedy wyszli z klasy.
- Eh... Ten koleś był spoko.- odparł Dave.
- Widziałam, ze nie mogłeś się skupić- zaśmiała się Fran. Chłopak rzucił jej przelotny uśmiech i kiwnął głową.
- Może troszkę. Zwłaszcza pod koniec.
- Właśnie!- powiedziała dziewczyna i sięgnęła do plecaka.- Mikołaj mi to zostawił dla ciebie. Musiał się pomylić. -chłopak się zaśmiał i chwycił mały pakunek.
- Co za zbieg okoliczności, bo u mnie było to samo.- oboje zaczęli się śmiać. Dave wyciągnął mały pakunek z kieszeni. Kiwnął głową dając znać dziewczynie, żeby otworzyła. W środku była zawieszka na telefon z napisem "Friend", bardzo zawiłą czcionką. Fran uściskała chłopaka, dziękując mu za tak uroczy prezent.
-Teraz ty moja czekolado.
- Dobra mleko!- kiedy otworzył pudełeczko, zaczął się śmiać. W środku znajdowała się mała figurka perkusji.- Dziękuję bardzo. Siema.- powiedział przybijając piątkę z kilkoma kolegami z drużyny koszykarskiej. - Właśnie, zapomniałbym, Tomas wrócił.
- Niby skąd? Przecież codziennie mijam go na korytarzu.- zaśmiała się dziewczyna.
- Nie ten Tomas. Tomas Wallen.
Dziewczyna zatrzymała się, łapiąc Briggsa za prawą rękę. Popatrzyła na chłopaka szeroko otwartymi oczami, po czym schowała twarz w dłoniach.
- Jak to?- zapytała rozhisteryzowana. Jakim cudem jej się to udało w ciągu kilku minut. Z uśmiechniętej ,radosnej dziewczyny w rozhisteryzowaną i zdenerwowaną.- Przecież... on... nie! Ale... Kurwa! No bo on... innej szkoły... a potem... dlaczego... po co.... Nie!
- Uspokój się.- powiedział chłopak łapiąc ją za nadgarstki. Dziewczyna popatrzyła na niego oczami pełnymi strachu.- Spokojnie. Wdech i wydech.
Frances zrobiła tak jak kazał jej przyjaciel. Poczuła się trochę lepiej, chodź mimo wszystko ciągle była wzburzona. Chłopak puścił jej dłonie.
- Ale on się przeniósł.- powiedziała już szeptem.
- Niestety, jego ojciec wrócił do Las Vegas, więc mamy problem.
- On znowu się będzie nade mną znęcał. To znaczy mnie prześladował. W sumie dla mnie to jedno i to samo. Nie dam rady. Chyba sama się wypiszę z tej szkoły.- powiedziała chodząc nerwowo w kółko.
- Spokojnie. Damy radę. - uśmiechnął się do przyjaciółki życzliwie. Wiedział, że to nic nie pomoże i mija się z prawdą, ale starał się. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Starał się więc sypać banałami. Banalnymi banałami, które uśpią jej czujność i stan wzburzenia.
- Nie ,nie damy. Dzięki, że próbujesz mi pomóc. A tak w ogóle skąd masz takie informacje?
- Hugo mi powiedział, bo oni ciągle utrzymują kontakt.
Dziewczyna przejechała dłońmi po twarzy.
- No trudno.- powiedziała. Popatrzyła przed siebie i zauważyła dobrze znaną brązową czuprynę.- E... Ja pójdę już w stronę sali. Przemyśle to wszystko. Dzięki, że mi powiedziałeś.- odparła, przytulając pośpiesznie Briggsa. I już jej nie było.
Dave był bardzo zdziwiony, ale jak już kiedyś zauważył nie ogarniał dziewczyn. Westchnął, uśmiechając się pod nosem i odwrócił się. Zauważył Franka opierającego się o parapet i czytającego jakąś książkę. Podszedł do przyjaciela i przybili sobie piątki.
- Co czytasz?- zapytał, chłopak.
- Rekreacyjnie biografię Jimiego Hendrixa.- uśmiechnął się, pokazując okładkę.
- Wow. No to jak skończysz to koniecznie pożycz... Chodź od razu informuję, że nie wiem kiedy oddam.
- Haha no niestety zdaję sobie z tego sprawę.- Briggs udawał naburmuszonego, a Sidoris, żeby go rozweselić uderzył go w ramię.Podziałało.
- Tak swoją drogą widziałeś Frances?- zapytał Frank, niby mimochodem. Oczywiście Dave wyczuł nieudaną próbę.
- Jeszcze nie rozmawialiście?- zdziwił się. Brunet pokręcił przecząco głową.

" Spotkajmy się na długiej przerwie"- sms o takiej treści dostał jakieś pięć minut wcześniej, jednak czytał go co chwila na nowo, nie mogąc uwierzyć w treść.  Dziewczyna przez cały tydzień starała się unikać go, a jak trzeba było to starała się nie dać po sobie poznać, ze nie czuje się dobrze w towarzystwie chłopaka.
- Frank!- krzyknęła nauczycielka.- Co ty robisz?
Chłopak pośpiesznie schował telefon do kieszeni jakby nigdy nic.
- Nic.- powiedział pośpiesznie. Pani Shelby nie była do końca przekonana, jednak chłopak na ogół nie sprawiał kłopotów wychowawczych ,więc przymknęła na to oko i wróciła do omawianego wcześniej tematu.
Frankowi ulżyło. Teraz tylko patrzył na wskazówki zegara, próbując przyśpieszyć czas.

Schowała pośpiesznie komórkę do plecaka.
" Po co to zrobiłam?"- zapytała sama siebie. Co ją podkusiło do  czegoś takiego. To chyba ta cała prelekcja Derricka.
UGH!
No już za późno.


niedziela, 22 marca 2015

s.1 odc.4

Hejo!
Niespodziewanie dodaję następny rozdział ;p Mam nadzieję, że się spodoba chodź troszkę i..cóż więcej pisać ;)
Czytasz = komentujesz
Bardzo motywuje dlatego proszę o komentarze.
No i dedykuję ten rozdział Illusion i Beautiful Disaster ;)
Wiki

Dob­re chwi­le dzi­siej­sze­go dnia są smut­ny­mi wspom­nieniami jutra.*
~Bob Marley~


29.11.2007  Las Vegas 



  Słychać było muzykę już przecznicę od miejsca, do którego jechali. Cała trójka była podekscytowana tą imprezą, nawet jeżeli nie wszyscy chcieli się od tego przyznać. Dawno nie robili niczego razem, a to była idealna okazja, żeby nadrobić stracony czas.
Dave miał straszne problemy z zaparkowaniem Caroline, bo wokół domu było pełno samochodów. Ani odrobiny wolnego miejsca. Kiedy kierowca, po wielu wiązkach przekleństw, które doprowadzały resztę do śmiechu, znalazł miejsce i udało się zaparkować.
  Zapukali do drzwi, chodź wiedzieli, że to było zbędne. Po chwili drzwi otworzył chłopak, który od razu pobiegł za krzaki. Popatrzyli z obrzydzeniem na całą sytuację i weszli do środka.
Jak można się było spodziewać ludzie byli wszędzie. Nie mieścili się w całym domu, na szczęście gospodarz miał duży ogród, gdzie znajdowała się największa ilość imprezowiczów. Od razu ruszyli w stronę kuchni, bo to tam najprawdopodobniej znajdował się gospodarz. Po drodze spotkali kilka znajomych twarzy i jeszcze więcej nieznanych ludzi. Jenak nie przejmowali się tym. Frances idąc ciągle ruszała się w rytm muzyki. Co jakiś czas czuła na sobie wzrok jakiegoś chłopaka, ale nie ruszało jej to. Miała przy sobie swoich dwóch bodyguardów, więc czuła się bezpiecznie. Jeden z nich miał straszny problem z torowaniem drogi, bo im bliżej kuchni, tym robiło się gęściej. Nie rozmawiali, bo minęłoby się to z celem. I tak by się nie usłyszeli. W końcu dotarli do gospodarza. Briggs przybił z nim piątkę i przedstawił Franka, a Newman zachowując zimny dystans, uścisnęła mu dłoń.
- Witam, bawcie się dobrze.- powiedział uśmiechając się i zerkając znacząco na Fran. Ona przewróciła oczami i pomyślała, ze nic się nie zmienił. Ten mężczyzna jest poprosut bezczelny.
- Musimy pogadać.- powiedziała do Alexa. Widać było w jego oczach przez krótką chwilę błysk. "Nie masz na co liczyć"- pomyślała Newman i chwyciła chłopaka za ramię, wyciągając go na zewnątrz, gdzie było znacznie ciszej.
- Jest taka sprawa... -dziewczyna zaczęła. Chłopak przysunął się odrobinę bliżej. Frances odepchnęła go na długość swoich rąk.- Nie o to chodzi.- mina Alexa, przypominała smutnego szczeniaczka, jednak Fran wiedziała dobrze, że za chwilę wokół DeLeona zgromadzi się wianuszek dziewczyn do przeruchania. - Chciałam ci.. Od razu informuję, że mówię to z wielkim bólem serca, ale... wyb...wyba...wybaczam ci.
  Newman odetchnęła z ulgą, że już jej się udało wypowiedzieć te słowa. Chłopak, z początku nie rozumiał o co właściwie jej chodzi. Jego mina idealnie to wyrażała. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła widząc to.
- Dziękuję- powiedział niepwenie. Ale potem go olśniło.- Chodzi ci o ostatnią imprezę?- chciał się upewnić. Dziewczyna kiwnęła głową. On uśmiechnał się i szybko ją przytulił.- Dzięki Frances. Na serio było mi długo z tego powodu... W każdym razie cieszę się, że mi wybaczyłaś.
Dziewczyna miała teraz mętlik w głowie. Nie mogła zrozumieć co tu właściwie się stało. To było... dziwne. Od kiedy Alex jest taki... miły?
Fran uśmiechnęła się do niego i poszła w stronę chłopaków.

Ciągle zastanawiało go o czym rozmawiają. No nie można powiedzieć, że nie był ciekawski. Był baaaaaaaardzo ciekawski i to była jego największa wada. Lubił wiedzieć, wszystko.
- Dave.- stuknął go  w ramię Frank. - Wróć do mnie.
Chłopak uśmiechnął się do kolegi  i chwycił do ręki kubek z alkoholem, leżący na blacie.
- Nie ciekawi cię o czym rozmawiają?- zapytał prosto z mostu.
- Wiesz... Jak każdy normalny człowiek tak, ale jak każdy normalny człowiek zdaję sobie sprawę, że nie mogę wiedzieć wszystkiego.
- Poza tym - dodał po chwili Sidoris.- To sprawa między nimi.
Dave popatrzył na niego z niedowierzaniem. Jak mogło go nie ciekawić coś takiego? W rzeczywistości Frank, był tak samo ciekawski jak Briggs, ale umiał stłumić to uczucie w sobie. Już nie raz to robił. Tą zdolność opanował do perfekcji.
- Nie wierzę ci. - uśmiechnął się czarnoskóry kolega.
Frank wzruszył ramionami.
- Jak chcesz.- sięgnął za siebie i wyciągnął zza pleców butelkę wódki. - Masz ochotę?
- Ja? Zawsze.- zaśmiali się. Frank nalał trochę alkoholu i dodał soku żurawinowego. Oboje napili się w tym samym czasie.
" Jakie to zajebiste"- pomyślał Sidoris, opróżniając zawartość kubka w ciągu chwili.
Właśnie przygotowywał sobie kolejnego drinka, kiedy podeszła do nich Fran. Uwiesiła się na obu chłopakach i krzyknęła im, że też chce jednego. Bez problemów Frank przygotował kolejnego drinka. Ledwo co odłożył karton z sokiem, dziewczyna już wzięła wielkiego łyka.
- To co bawimy się?!?- krzyknęła zataczając ósemkę biodrami. Chłopcy popatrzyli na siebie z niemym pytaniem na twarzy, jednak kiedy zobaczyli, że dziewczyna powoli się oddala, ruszyli za nią. Od razu porwał ich dziki tłum. Wszystkie spocone ciała tańczyły w rytm piosenki Star Styles - " Keep on moving"**. Oczywiście trójka przyjaciół nie mogła się wyłamać. Każdy z nich tańczył jak najlepiej potrafił.
 Dobra nie oszukujmy się. W większości to było tylko gibanie się w rytm muzyki. Można to zaliczyć do tańca. Ważne, że jest w rytmie... chodź Fran co jakiś czas go gubiła, ale to tylko dlatego, że dziewczyna w jednej ręce miała drinka, więc, aby uniknąć utraty napoju, trzeba poświęceń.

Poczuł jak ktoś próbuje się przecisnąć między nim, a Davem. Popatrzył za siebie i zobaczył bruneta w lekko kręconych włosach.
- Hej- przywitał się po raz kolejny Alex.- Wiecie mamy dla "vipów"- tutaj zrobił cudzysłów palcami- grę w butelkę. Wchodzicie w to?
Cała trójka popatrzyła na siebie.
- Tak.- powiedzieli jednocześnie. DeLeon uśmiechnął się i zaprowadził ich na górę. Fran jeszcze nigdy tutaj nie była, chodź odwiedziła kilka razy Alexa... z pewnych powodów. Weszli do pierwszych drzwi po lewej stronie. Było już w środku kilka osób. Niektóre wydawały się Frances znajome inne były całkowicie obce. Alex klasnął w dłonie i przedstawił wszystkim nowo przybyłych.

- No to zaczynamy.-powiedział gospodarz. Wszyscy usiedli w kółeczku. Ktoś położył na środku butelkę i gra mogła się zacząć.
-To ja kręcę pierwszy.- poinformował Alex. Frances nie była zdziwiona, że własnie tak postąpił. Nie tylko chodziło o to że jest gospodarzem, ale także o to, że kochał być tym pierwszym, poczuć to bycie w centrum uwagi. Oczywiście chłopak był bardzo pewny siebie i wiedział, że dziewczyny go pożądają. Między innymi dlatego na tej imprezie zdążył już poznać bliżej dwie dziewczyny.
  Szyjka butelki wskazała na jedną z nich w fioletowych włosach, imieniem Devone. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało do chłopaka, wyraźnie dając znak , że czekała na to od początku. Alex podszedł do niej i pochylił się składając na jej ustach namiętny pocałunek. Frances i Franek jak  na komendę odwrócili wzrok. Obydwoje czuli się zażenowani o dziwo z tego samego powodu. Ta dwójka całowała się coraz to bardziej nachalnie.
- Może znajdźcie sobie jakiś pokój!- krzyknął Dave. Kilka osób się zaśmiało łącznie z Alexem, odchodzącym od Devon.
- Może później Dave.- powiedział to puszczając do niej oczko. Ona się cicho zaśmiała i zatrzepotała rzęsami. Było to zachowanie typowo dziwkarskie, zdaniem wielu osób  w tym pomieszczeniu. - To idziemy dalej. Devon.
  Dziewczyna zakręciła butelką. Wypadło na Dave'a. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Chłopak chwycił za butelkę i zakręcił. Wypadło na jakąś dziewczynę. Była to rosjanka, Katherina, mało kto ją znał, bo znalazła się tutaj przez przypadek. Spotkała chłopaków z zespołu gospodarza, na jednym z ich koncertów.
  Podeszli do siebie i zaczęli się całować. Nie trwało to długo, jednak chłopakowi bardzo się spodobało. Katherina była taka delikatna, zwłaszcza wtedy, kiedy się całowali.
Kiedy skończyli i usiedli na swoje miejsca, dało się zauważyć, że dziewczyna ma lekkie wypieki na twarzy. Frances zdziwiła się widząc to. Może coś potem się stanie...
  Katherina wzięła butelkę w rękę i uśmiechając się pod nosem, zrobiła to co trzeba było. Wypadło na Franka. W głębi duszy, chłopak miał nadzieję, że nie zostanie wybrany. Zszokowało go to i przez chwilę się nie ruszał. Zaklnął się w duchu za to, że dał się namówić. Dobra może i chciał, ale nie pomyślał,że musi wziąć w tym udział. Wszyscy parzyli na niego wyczekująco. Frances już wyczuwała, że kolega nie jest pewny tego wszystkiego. Jednak kiedy chciała już coś powiedzieć, chłopak chwycił butelkę i zakręcił. Nie wiadomo dlaczego, ale wzbudziło to duże napięcie wśród zgromadzonych. Po chwili szyjka butelki wskazała zszokowaną Fran. Oboje nie czuli się dobrze z tym wszystkim. "Głupia gra"- pomyślał Frank. Ale dziewczyna już wstała. Chłopak także. Podeszli do siebie.
- Jeżeli tego nie chcesz to mi powiedz. Coś wymyślę.- wyszeptał Frank.- Wiesz już i tak uchodzę za ofermę.
- Nie, nie psujmy zabawy.- powiedziała Frances, ale nie była pewna tego wszystkiego. Strasznie się zdenerwowała. Miała pocałować właśnie przyjaciela. Chłopak wziął głęboki oddech i pochylił się nad dziewczyną. Delikatnie musnął jej wargi, lekko wpijając się w jej usta. Ich pocałunek nie trwał nawet dwóch sekund, bo Franek wiedział, że to nie jest coś przyjemnego dla Fran. Ale spełnił jedno ze swoich skrytych marzeń ,o których nawet nie miał pojęcia. Dziewczyna była bardzo zszokowana. Nie wiedziała, że chłopak wyczuł, że to jest nie komfortowe. I chciał dla niej dobrze. " Ja cie, jaki on porządny i kochany."- pomyślała, dotykając delikatnie palcami warg, siadając na swoje poprzednie miejsce.

Dave był zszokowany.
'Akurat oni musieli razem się całować? Biedna Fran, pewnie była zażenowana. Wygląda na skołowaną"- uśmiechnął się do niej ciepło, ale ona nie była w stanie mu odpowiedzieć tym samym. Ciągle myślała o tym co się stało. "Co to było? Ja już nic nie wiem." Szybko chwyciła za butelkę i ją zakręciła. Wypadło na jakiegoś chłopaka. Franek czuł się... dobrze. Bardzo mu się to spodobało, ale wiedział jednocześnie, że Frances jest kobietą i tego nie puści mimochodem. To w sumie dobrze, bo sam ciągle o tym myślał. Popatrzył w stronę dziewczyny. Była zamyślona ,ale udało im się nawiązać kontakt wzrokowy. Uśmiechnął się do niej delikatnie, ona też to robiła.
" Chyba właśnie się pogodziła z tym co się stało."- pomyślał.

  Nie mogła się skupić już na reszcie. Ludzie się co chwila całowali, ale ona nie zwracała na nich uwagi. Cały czas myślała o Franiu. Zresztą on także nie mógł zapanować nad wirującymi w głowie myślami.  Ledwo musnęli się wargami, ale i tak dla obojga było to coś więcej.
Po chwili Frances wstała i po prostu wyszła. Dave i Frank popatrzyli na siebie zaskoczeni. Briggs dał niemy znak chłopakowi, żeby został. Sidoris niechętnie, ale się zgodził.

- Fran co jest?- zapytał Dave przekrzykując głośną muzykę. Dziewczyna popatrzyła na niego,chwytając się za ramiona.
- Poprostu chcę już wrócić. Pójdź po Sidorisa, a ja czekam w samochodzie.- i ruszyła w stronę drzwi. Chłopak chwilę się wachał, jednak po chwili pokiwał głową i ruszył w stronę pokoju "vipów" po przyjaciela.

*The good ti­mes of to­day are the sad thou­ghts of to­mor­row.  
** <klik> <--- link do piosenki ;P Tylko proszę nie przestraszcie się xD


sobota, 14 marca 2015

S.1 odc.3

Hejka!
No tak się zebrałam w sobie i postanowiłam dodać coś nowego. Ciągle takie sranie w banie, ale myślę, że już niedługo zacznie się coś dziać. Mam już trochę materiału, ale muszę po prostu zacząć go wykorzystywać ;) Nooo... i nie wiem co jeszcze. Miło mi będzie jak zostawicie jakiś komentarz, bo to na serio bardzo motywuje, taką osobę jak ja ^^ Lubię się dowiadywać co was interesuje w moich wypocinach, a co mam poprawić ;)
Więc zapraszam do czytania ! ;)
Wiki
Człowiek zbu­dowa­ny jest z prze­ciw­ności,
 w tym całe je­go dra­matyczne bo­gac­two i urok. 
~Jalu Kurek~


28.11.2007Las Vegas


  Kiedy tylko zadzwonił dzwonek ogłaszający koniec lekcji, Dave szybko zebrał wszystko ze swojej ławki i wrzucił do plecaka. Szybko wybiegł z sali, potrącając ramię Fran i pokazując, żeby szła za nim. Dziewczyna była bardzo zdezorientowana, ale ruszyła za chłopakiem. Próbowała po drodze coś z niego wyciągnąć, gdzie idą i dlaczego tak pędzi. Nie chciała już marudzić, że musi iść do domu, bo mama idzie na dyżur i musi się zająć siostrą.
Chłopak w odpowiedzi  cały czas mówił, że muszą znaleźć Franka. Dziewczyna, kiedy usłyszała to po raz trzeci, przewróciła oczami, ale podążała za kolega jak cień.
Kiedy tylko ujrzał kolegę od razu do niego pobiegł. Fran już nie miała siły w nogach, więc doszła do chłopaków chwilkę później.
- Kurwa Dave. Ja ci kiedyś coś zrobię!- krzyknęła zwracając na siebie uwagę kilku uczniów, którzy jednak po chwil  zajęli się własnymi sprawami.
- Spokojnie ,spokojnie.- powiedział wyciągając dwie ręce do przodu, chcąc uspokoić tym dziewczynę. Na próżno. Trochę się uspokoiła, jednak w środku ciągle była wulkanem, który był tylko uśpiony.- No to chciałem z wami ustalić jedną rzecz. Alexander zaprosił mnie na imprezę i mogę przyjść ze znajomymi...
- Nie.- powiedziała Frances.
- Ale nie skończyłem!- powiedział chłopak nie zadowolony z takiej odpowiedzi.
- Nie i koniec. Po pierwsze muszę się opiekować Amy, a po drugie Alexander.
- Co z nim?- zapytał zdezorientowany Frank.- Tak swoją drogą, kto to jest?
- Mój znajomy z wcześniejszej szkoły. A Fran ,nie wiem dlaczego, go nie lubi. To jest spoko koleś.
- Tak jasne.- powiedziała z pogardą.- Tylko, że on nie próbował cię przelecieć jak jakąś dziwkę!- powiedziała już o dwa tony wyżej, jednak jeszcze nie krzycząc. Przypomniała sobie jak to było.

  Gadała sobie chwilę z Alexem tak po przyjacielsku. Napili się trochę, ale nie jakoś dużo. Przy najmniej ona. Chłopak ubzdurał sobie, ze Fran wysyła jakieś "sygnały", co oczywiście mijało się z prawdą, bo chciała tylko sobie z nim pogadać i dobrze się bawić. Zaczął się do niej przystawiać. Powoli przysuwał się i delikatnie głaskał ją po policzku. Ona odsunęła jego rękę od swojej twarzy, jednak on uznał to za zaproszenie i zaczął wodzić ręką po jej brzuchu, pnąc się coraz wyżej. Coraz nachalniej wodził rękami po jej tułowiu, a ona próbowała się wydostać. Kiedy zauważyła moment, w którym chłopak stał się trochę mniej pewny siebie, od razu uciekła od niego. Biegła w stronę Dave. Alexander oczywiście podążał za nią, ale kiedy ta znalazła się w ramionach swojego kolegi, od razu się zatrzymał. W oczach widać było złość. 

  Poczuła, że w oczach stają jej łzy. Frank to zauważył, kładąc jej rękę na ramieniu. Dziewczyna jednak wyrwała się chłopakowi. Był zszokowany jej zachowaniem. Nie tego się spodziewał.
Dał jednak jej spokój, ale stał niedaleko w pogotowiu, gdyby potrzebowała jakiejkolwiek pomocy. Frances przetarła wierzchem dłoni oczy, tak aby żadna kropla nie wydostała się spod powieki.
- Jak chcesz. Chciałem was wziąć  ze sobą ,bo chce się dobrze bawić. A nie dla jakiegoś tam Alexa. - powiedział Briggs, a po chwili dodał wskazując na Newman. - A dla twojej wiadomości, długo nie mogłem mu wybaczyć tego co ci zrobił. Ale po rozmowie i kilku siniakach, wybaczyłem mu. Bo wiesz co? Tacy są ludzie. Nie są idealni. I jeżeli coś źle zrobią to tylko ci honorowi potrafią się do tego przyznać i przeprosić.
  Dziewczyna miała teraz mętlik w głowie. Czy coś jej sugerował, czy po prostu tłumaczył jaki ma do tego stosunek i, że powinna porozmawiać z chłopakiem, który ją tak skrzywdził?
W głębi duszy znała odpowiedź na to pytanie, a czas ją gonił, więc po prostu przytaknęła.
- Dobra idę, ale tylko jeśli Franio idzie z nami.- powiedziała uśmiechając się. Dave tego nie rozumiał jak w ciągu sekundy może się jej humor zmienić? To nie jest najnormalniejsze zachowanie, ale wiedział, że nie ma na to wpływu. Zauważył, że większość dziewczyn tak ma, że ona nie jest jedyna z tym swoim dziwactwem.
- Jasne- powiedział drapiąc się po głowie i lekko uśmiechając. Czuł  się trochę dziwnie. Ta dziewczyna... była jak wulkan. Co jakiś czas wybuchał, żeby później się uspokoić.
- Świetnie, czyli jutro o siódmej jestem po ciebie.- powiedział do Fran. Dziewczyna kiwnęła głową i szybko pożegnała się z każdym z chłopaków. Dało się jeszcze słyszeć krótkie "pa" i już jej nie było. Niczym struś pędziwiatr ze "Zwariowanych Melodii".
Chłopcy odeszli w stronę szafek dogadując wszystkie szczegóły.

Amy jak to młodsza siostra nie dawała spokoju. ale nie tak jak zwykle. Teraz to po prostu Fran miała ochotę ją rozwalić o ścianę. Na prawdę nie rozumiała co się dzieje z jej małą siostrzyczką. Ciągle tylko biegała, śmiała się, wywracała wszystko, rozrzucała, śpiewała...
Nie był w stanie tego ogarnąć. W pewnym momencie już nie wytrzymała i dała się ponieść emocjom. Krzyknęła, a raczej warknęła i usiadła zdenerwowana na kanapie, krzyżując ręce na piersiach. A dziewczynka ciągle robiła swoje, nie zwracając uwagę na zdenerwowaną siostrę.
Fran wzięła do ręki gwizdek, który nie wiadomo czemu leżał na kanapie pod jej plecami i napełniając płuca najbardziej jak się dało, wypuściła powietrze. Cały pokój ogarnęła wielka cisza. Nawet mała Newman przystanęła, patrząc wielkimi oczami na siostrę. Ciągle w uszach odbijał się, wydobyty przed chwilą dźwięk gwizdka.
- No- powiedziała Frances.- I tak ma być, Amy. Teraz już przesadziłaś.
- Ale..- zaczęła mała.
- Nie ma ale. Dzisiaj nie mam ochoty słyszeć twojego darcia się. Nie mam już siły.
Małej zaszkliły się oczy. Właśnie miała złapać różowego kosmitę, a Fran nie dała jej takiej możliwości. Była już tak blisko, już łapała do za koszulkę... I ten dźwięk głupiego gwizdka.
- Gdybyś nie zagwizdała byłoby po wszystkim!- powiedziała tupiąc nogą.
Starsza siostra popatrzyła tępym wzrokiem na Amy, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
- Mogłam złapać, tego kosmitę ,a ty...ty.. Wszystko zepsułaś.- powiedziała odwracając się plecami.
Fran uśmiechnęła się do siebie i podeszła do małej czochrając jej włosy.
- Następnym razem ci się uda, a teraz chodź. Wybierzesz sobie coś na kolację.
I mała zapomniała już dlaczego się gniewała na starszą siostrę. Zrobiła jej najpyszniejsze naleśniki z marshmallow... Jak tutaj jej nie kochać?

29.11.2007Las Vegas

  Przechodząc obok lustra, nie mogła przejść obojętnie. Poprawiła włosy i przyglądnęła się sobie. Lekko pofalowane włosy ciemny blond, opadają jej na ramiona. Delikatne piegi zdobiły jej nos, ale widać je było najbardziej, gdy słońce dawało o sobie znać. Jej oczy wydawały się z początku brązowe, jednak kiedy przyjrzeć się dokładniej można zobaczyć, że też jest w nich nuta zielonego, co nadaje im odrobinę głębi. Trudno ujrzeć to w oczach bardzo brązowych.
  Uśmiechnęła się do siebie myśląc, że przynajmniej w lustrze jest ładna. Nie lubiła tej części siebie, która tak uważała, bo było to dla niej trochę egoistyczne i szybko zmieniała zdanie. To wrażenie, kiedy tylko widziała się gdzieś w witrynie sklepowej czy na zdjęciu od razu mijało. Co widziała w lustrze nagle okazywało się kłamstwem  Niektórzy mówili, że przesadza. Może tak było, ale nic nie zmieni jej zdania, co do tej jednej rzeczy była pewna.
  Przejechała jeszcze tylko delikatnie rzęsy tuszem, ale nie przesadzała, żeby nie wyjść na pustą dziunię. Usłyszała delikatne pukanie w drzwi.
 Dave. Tylko on tak robił. Każdy normalny człowiek dzwonił dzwonkiem do drzwi, ale nie on. "TRADYCJONALISTA"- pomyślała uśmiechając się pod nosem. Szybkim ruchem otworzyła drzwi.
- Cześć.- powiedziała patrząc na przyjaciela. Chyba wreszcie mogła tak powiedzieć. Nie ma co się rozdrabniać. Był osobą na której mogła polegać,ale dlaczego akurat teraz to do niej dotarło?
- Siema. - powiedział szczerząc się .- Wyglądasz niesamowicie.
Dziewczyna tylko wykrzywiła twarz w grymasie typu "nie żartuj sobie ze mnie." Miała na sobie czarne jeansy i koszulkę na ramiączkach, również czarną, która lekko prześwitywała. Nic nadzwyczajnego. Do tego na nadgarstek założyła duża bransoletę z ćwiekami. Nie, to nie był pieszczoch.
- Chodźmy już.- powiedziała Frances, chwytając chłopaka za rękaw i prowadząc do jego starego rzęcha.- Mam tylko nadzieję, że się nie rozleci.
- Ej, ej ,ej- oburzył się chłopak.- Odpukaj to i przeproś moją, Caroline.
Chłopak kochał swój samochód, tak że nadał mu aż imię. Był zakochany. W starym citroenie.
- Przepraszam cię Caroline.- powiedziała śmiejąc się i głaszcząc ją po masce. Chłopak sam się zaśmiał na ten widok.  Szybko wsiedli do auta i pojechali po ostatniego członka ich paczki.

-Gotowy?- zapytał samego siebie w lustrze. Był gotowy na wyjście, na swoją pierwszą licealną imprezę. Na jego twarzy ciągle rozciągał się wielki uśmiech, który próbował powstrzymywać. Jednak był tak bardzo podekscytowany, że po dziesięciu próbach, już poddał się emocjom.
Dave wczoraj po korkach pomógł mu w znalezieniu jakiś odpowiednich ciuchów, bo przecież nie mógł iść tak jak ubiera się na co dzień.
  Czarny podkoszulek z The Ramones i do tego czarne jeansy, o których istnieniu nawet nie wiedział. Założył jeszcze łańcuch i wyglądał jak rasowy rockman... No nie licząc swojej twarzy nerda. Przeczesał ręką swoje brązowe włosy i cicho westchnął.
Ciągle zastanawiał się jak to będzie. Jednak jego optymistyczna część podpowiadała mu, żeby się nie przejmował. "Co ma być to będzie, prawda?"- zapytał się sam w myślach. Ubrał jeszcze swoje okulary i potrzepał głową, aby jego niesforne loki ułożyły się bardziej niedbałe. Ponoć wyglądało to dobrze. No cóż, lepiej niż zwykle.

piątek, 6 marca 2015

s.1 odc.2

Hej!
No to daje wam ten krótki rozdzialik, taki mało wnoszący, ale niedługo będzie coś się powoli zaczynało dziać. Zapraszam do zakładki " Bohaterowie" bo dodałam nowego bohatera ;) Mam nadzieję, że wam się to spodoba i nie wiem co jeszcze powiedzieć, ale ...
ENJOY
Wiki ;)

Sa­mot­ność nie ma nic wspólne­go z bra­kiem towarzystwa. 
 Las VeErichMaria Remarque 

18.11.2007 LasVegas


Dzwonek.
Wybawienie.
Weekend już coraz bliżej.
Te myśli ciągle chodziły po głowie. Był czwartek, więc jutro już wreszcie zacznie się jego  upragniony weekend. Ale dzisiaj jeszcze nauka. Wizyta u Frania... No własnie. Chłopak przypomniał sobie o korkach.
Zamknął drzwiczki szafki i idąc w stronę wyjścia, dotknął pleców Frances. Dziewczyna się tego nie spodziewała i szybko się odwróciła. Kiedy tylko spostrzegła ciemnoskórego chłopaka, odetchnęła z ulgą i uśmiechnęła się.
- Ty pacanie!- powiedziała, klepiąc go w ramię.
- Kolczatko.- zaśmiali się. Oboje lubili się przekomarzać. Sprawiało im to przyjemność i w jakiś pokręcony sposób zacieśniała więzi. Dziewczyna przytuliła się do chłopaka na pożegnanie ,a chłopak pogłaskał ją po plecach.
- Powodzenia z chemią- powiedziała.
- Nie dziękuję. - uśmiechnął się pokazując swoje białe zęby.- Do jutra!
- Pa- powiedziała machając mu na odchodne. Jak zawsze mięli problem z rozstaniem się. Dave co chwilę się odwracał w stronę Fran, żeby jej pomachać, czy uśmiechnąć się jak debil. Dziewczyna tylko śmiała się z kolegi i machała mu gdy tylko się odwracał.
Kiedy Dave dotarł wreszcie do głównego wejścia, zdał sobie sprawę jakim jest debilem. Uwielbiał Fran jako koleżankę i  nie pragnął nic więcej, a czasem mu się wydawało, że dawał jej jakieś sygnały, ale to było mimochodem. Nic nie znaczyło. Dla niego, ale czy dla niej? Dopiero teraz do niego to dotarło. Ale w sumie czym się przejmuje. Są tylko dobrymi kumplami. Nie ma co się przejmować.
Frank zauważył Dave'a, który był nad wyraz zamyślony. Gdyby nie to, że Sidoris zawołał go ,prawdopodobnie chłopak by został ze swoimi myślami i zapomniałby o całym świecie, a zwłaszcza nie zauważył by kolegi, czekającego przy wejściu.
- Przeprasza cię- powiedział chłopak.- Zamyśliłem się.
- Nie ma za co. Nie wyglądasz mi na myśliciela.- zaśmiał się Frank. Po chwili Briggs uderzył kolegę w ramię.- Au!
- No nie przesadzaj Frank.- uśmiechnął się do niego.- Jeszcze mnie nie znasz tak dobrze.


Dave nie był pewny jak ma zacząć tą rozmowę. Zrobili sobie przerwę w nauce, żeby zjeść obiad.
Jego mama była bardzo miłą kobietą. Wysoka blondynka, wszystko tam gdzie trzeba, z wielkim uśmiechem na twarzy. Zrobiła chłopakom spaghetti, co się bardzo podobało Dave'owi.
- Smacznego chłopcy.- powiedziała wychodząc z pokoju.- Franiu ja wychodzę, więc zostajecie sami. Pa!- krzyknęła do Franka puszczając mu "całusa" na odległość.
Chłopak czuł się troszkę zażenowany całą sytuacją. Podrapał się po karku i widząc uśmiech na twarzy kolegi zaczął
- Moja mama...
- Spoko rozumiem.- powiedział uśmiechając się pod nosem, bo uważał to za słodkie z jej strony. Byli sami, więc Dave postanowił podjąć temat.- Frank, zapytam prosto z mostu.
- Już się boję.- powiedział nawijając makaron na widelec.
- Jak z dziewczynami?- Sidoris popatrzył na niego wielkimi oczami. Zatkało go. Briggs pożałował swojego pytania, czuł, że chłopak teraz się będzie czuł nie zbyt swobodnie.
- E... No...- zaczął się jąkać.- Nijak. Ostatnio to... ten tego... no było nic... Ostatnio to w podstawówce, ale nic poważnego.
- Nie wierzę- powiedział z uśmiechem Dave.- To.. to niemożliwe stary. Nie wierzę.
- No tak jakoś wyszło.- powiedział ciut zawstydzony Frank.
- Trzeba coś z tym zrobić.- zaproponował Briggs.- No to jaka laska ci się podoba?
Chłopakowi do głowy przyszła tylko jedna, ale nie mógł powiedzieć tego na głos. Nie Dave'owi. Musiał się chwilę zastanowić, żeby przypomnieć sobie koleżanki z klas. Po chwili jedna przyszła mu do głowy.
- Daphne z hiszpańskiego.- powiedział.
- Serio?- powiedział Briggs, zdziwił się, że koledze podoba się dziewczyna, która jest jedną z łatwiejszych.- Ok, to z nią nie będzie większych problemów.
Frank popatrzył na niego jak na idiotę. Niby co to miało znaczyć, że nie będzie problemów?
- Ona jest jedną z tych dziewczyn co wiesz... Są bezproblemowe.- oznajmił.
- Na serio? Boże znalazłem sobie.- powiedział Frank chowając twarz w dłonie. Briggs tylko się zaczął śmiać z kolegi i jego reakcji. Nie spodziewał się tego, że będzie nie pocieszony.
- Dobra Dave, idziemy dalej się uczyć, bo nic z tego nie będzie.

Mała dziewczynka biegała wokół stołu, a Fran nie miała już siły, żeby ją ustopować.
- Amy ogar!- krzyknęła już i opuściła ręce w geście bezradności. Mała blondyneczka odwróciła się w stronę siostry. Zauważyła, ze jest już ona zmęczona. Podeszła do niej i wtuliła się w bok siostry. Fran uśmiechnęła się pod nosem i przygarnęła ręką młodszą siostrę. Popatrzyła na nią potulnie. Mała była rozkoszna, ale posiadała w sobie tyle energii, którą mało kto potrafił poskromić. Czasem mała jednak rozumiała, że powinna przestać. Mimo wszystko ta słodka blondyneczka dużo rozumiała.
- Fran mogę kakałko?- zapytała patrząc na siostrę swoimi wielkimi oczami. Frances oczywiście nie mogła odmówić, bo jak takiej małej dziewczynce można to zrobić? Odmówić prostego czekoladowego napoju? Nigdy. Uśmiechnęła się do Amy i poczochrała ją po czubku głowy. Dziewczynka złapała się za sam jej czubek ,krzycząc "Ej!" do starszej siostry. Jednak to była przykrywka, bo tak na prawdę dziewczynka bardzo lubiła, kiedy siostra tak robiła. Czuła się wtedy kochana i jednocześnie wyjątkowa. Inaczej nie da się tego wytłumaczyć.
Frances wyciągnęła puszkę z sypkim kakao i zagotowała mleko w garnuszku. Kiedy zaczęło pomału się gotować, ściągnęła go z gazu i zalała już wcześniej przygotowany proszek. Energicznie zamieszała i zaniosła swojemu małemu aniołkowi.
- Proszę.- powiedziała uśmiechając się do siostry. Ta w podziękowaniu się szeroko uśmiechnęła, odgarniając włosy, które zachodziły jej na twarz i chwyciła ciepły kubek kakao. Z gardła Amy wydobył się cichy pomruk zadowolenia. Starsza Newman uśmiechnęła się pod nosem i włączyła telewizję. Akurat była jakaś bajka, więc razem z małą zaczęły ją oglądać.


Po skończonej kreskówce mała dziewczynka poszła spać, bo podczas oglądania ciągle ziewała, natomiast starsza, postanowiła zadzwonić do przyjaciół, żeby dowiedzieć się jak bardzo Briggs jest tępy.

- Zawsze mogło być gorzej- zaśmiała się Frances do słuchawki.
- No weź to była porażka, dobrze,że Frank jest cierpliwy.- popatrzył znacząco na kolegę.- Dzięki.- powiedział uśmiechając się do niego.
- Nie ma za co. Serio jak na początki byłeś okej.
- No już mu tak nie słodź.- powiedziała Fran ze słuchawki. Zaraz po ogarnięciu jednego podstawowego działu z chemii, co trwało jakąś godzinę, niczym wróżbita zadzwoniła Frances.
- Dobra, dobra, ale na serio robi postępy.- powiedział Sidoris.
- I widzisz? Nie jestem taki tępy jak ci się wydawało.
W słuchawce słychać było śmiech dziewczyny. Chłopcy mimo tej odległości, czuli jakby dziewczyna była tuż obok nich.
Rozmawiali jeszcze jakieś dwadzieścia minut i nie będąc w stanie się rozłączyć. Było to dla całej trójki trudne, ciągle znajdowali jakiś temat który musieli poruszyć.
Właśnie tak zaczęła się ich przygoda.


poniedziałek, 16 lutego 2015

Sezon 1 odc. 1

Hej!
No to mamy pierwszy rozdział, pierwszego sezonu, nowego opowiadania. Zastanawia Was pewnie, albo i nie, dlaczego sezon. A chodzi o to, że będzie podzielone zamiast na części na sezony. Każdy będzie opowiadał o czym innym... Ale to zresztą zobaczycie ;)
No jeżeli macie jakieś pytania to piszcie w komentarzach. Mam nadzieję, że wam się spodoba o co tutaj stworzyłam i cała historia.
A! i zapraszam do zobaczenia zakładki "Bohaterowie" ^^
Wiki
P.S. Jeżeli czytasz to zostaw komentarz, bo to bardzo mobilizuje ;)
P.s. 2. Napiszcie czy długosć rozdziału Wam odpowiada ^^



Trwaj tyl­ko w słońcu, bo nic piękne­go nie rośnie w ciemności. 
~Friedrich von Schiller~
14.10.2007Las Vegas


Poczuł delikatne stukanie w lewe ramię. Odwrócił się energicznie, obawiając się chłopaków z paczki Harry'ego. Jednak pozytywnie się rozczarował. Za nim stał uśmiechnięty kolega z zajęć chemii podstawowej, Dave.
- Cześć!- przywitał go czarnoskóry kolega.
- Hej.- powiedział niepewnie Frank.
- Jakim cudem dostałeś A?- zapytał  z wyraźnym podziwem dla kolegi.- Ten test, był bardzo trudny.
- No wiesz, wystarczy się chwilę pouczyć.- odpowiedział skromnie Frank.- Akurat chemia jest dla mnie całkiem przyjemna. Lubię ją. Może nie tak jak angielski, ale jest fajna.
- Fajna...- Dave zastanowił się nad sensem tych słów. Fajna to może być piłka nożna, albo gra na perkusji, a nie jakaś tam chemia. Jak ktoś lubi się uczyć. Myśląc o tym wpadł na genialny pomysł. Jego usta wykrzywiły się w wielkim uśmiechu.- Frank, a gdybyś tak pomógł mi z chemią? Od dłuższego czasu szukam kogoś takiego. Mógłbym ci nawet zapłacić. Bardzo mi zależy, bo jak znowu dostanę F to nie mam co wracać do domu.
- Czy ja wiem...- zaczął chłopak niepewnie. Nie uważał się za odpowiednią osobę. Nie czuł żadnego nauczycielskiego drygu.
- No proszę cię.- kajał się przed kolegą. Na prawdę mu zależało, bo nie rozumiał chemii ani odrobinę. Była dla niego czarną magią, czymś, czego bez pomocy kogoś mądrego, nie byłby w stanie zrozumieć.
- Zgoda, ale nie wezmę pieniędzy. Robię to tylko i wyłącznie dla ciebie.- Frank nie potrafił brać od znajomych pieniędzy za coś takiego jak nauka. Po prostu nie było to w jego naturze. Wszystko robił z dobroci serca. Może i nie znał Dave'a tak dobrze, zresztą nie miał nikogo takiego, ale mimo wszystko nie był w stanie. Chłopak był zawsze dla niego miły. Starał się jak mógł. Nikt nie lubił tego kujonka, który w rzeczywistości po prostu miał za dużo czasu dla siebie.
- Jasne jasne..- zaczął Dave, wiedząc, że i tak chłopak prędzej czy później będzie czegoś od niego chciał. I nawet chyba wiedział, czego. Ale o tym porozmawiają później już na osobności nie w szkole przy tych wszystkich ludziach. - To spotkajmy się po lekcjach. Będę czekał na ciebie przed szkołą.
- Dobra, ale po drodze musimy zadzwonić do mojej mamy, że mnie nie będzie na obiedzie.
- Uważasz, ze jestem taki głupi, że będziesz ze mną siedział tak długo?- zapytał Dave z uśmiechem na twarzy.
- Dave, czy ty wiesz ile jest materiału? A poza tym kończymy lekcje o 15.- powiedział Frank. Chłopcy pożegnali się ze sobą i każdy poszedł w inną stronę.

Jak można się spodziewać Dave Briggs poszedł do stołówki, żeby zjeść lunch w obecności swojej koleżanki,Frances. Oboje spędzali tak każdy dzień od kiedy się spotkali pierwszy raz na szkolnym korytarzu.
To było rok temu. Pierwsza klasa liceum.
 Frances rozmawiała z nową koleżanką z klasy i zaczęła mocować się z szafką. Zawsze miała z nią problem. Mimo,że znała hasło na pamięć to i tak zawsze coś się działo i kłódka nie działała. Tym razem nie było inaczej. Po pięciu minutach mocowania się z nią wkurzyła się. Koleżanka zaczęła się śmiać  z Frances ,ale ona się tym jakoś bardzo nie przejmowała. Nagle poczuła delikatne klepanie w prawe ramię. Odwróciła się od razu w tamtą stronę. Przed sobą ujrzała wysokiego chłopaka o ciemnej skórze, z bardzo przyjemnym uśmiechem na twarzy i ciemnymi ,brązowymi oczami. 
- Eee... Co robisz z moją szafką?- zapytał z uśmiechem na twarzy, którego nie był w stanie powstrzymać. Dziewczyna popatrzyła raz na niego ,raz na szafkę i znów na chłopaka.
- Ale to moja szafka.- powiedziała już nie taka pewna.
- Udowodnię ci , że tak nie jest.- powiedział, chwycił za kłódkę i wpisał kod.
Kłódka zachrzęstała i drzwi szafki się otworzyły. Frances zrobiła wielkie oczy. 
- To w takim razie gdzie jest moja?- zapytała drapiąc się po głowie i uśmiechając, żeby jakoś wyjść z tej niezręcznej sytuacji.
- Szczerze to się nie dziwię- zaczął Dave.- Wszystkie są takie same.
- No racja- powiedziała.- Tak w ogóle to jestem Frances, ale mów mi Fran.
- Hej. Ja jestem Dave Briggs.Miło poznać.
- Mi też- uśmiechnęła się.- Może następnym razem nie zgwałcę twojej szafki.- cicho się oboje zaśmiali. Metr dalej stała Mandy szukając właściwej szafki, należacej do Frances.
- Hej Fran!- krzyknęła.- To chyba tu!
Dziewczyna pożegnała się z nowym kolegą i poszła do koleżanki czekającej na nią. I tak własnie zaczęła się znajomość Dave'a i Frances.
- Hejka- powiedział chłopak machając do koleżanki. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego na powitanie i lekko kiwnęła ręką, skupiona na rozpakowywaniu kanapki.- Mam złą i dobrą wiadomość, która pierwsza?
- Zadziw mnie.- powiedziała Frances ,biorąc kęs drugiego śniadania.
- No to dzisiaj niestety nie będę mógł przyjść do ciebie, bo mam korki z chemii.- Ostatnie słowo powiedział bardzo zadowolony z siebie, wyciągając rękę, żeby koleżanka przybiła mu piątkę. Dziewczyna tylko zmierzyła wzrokiem jego dłoń, podnosząc do góry brwi.
Chłopak opuścił rękę i zrobił smutną minkę.
- Dlaczego jesteś nie w sosie?- zapytał Dave. Zmartwiła go smutna mina koleżanki.
- No...- zaczęła, ale nie pewna tego co chce powiedzieć. Postanowiła zrobić to co zwykle.- No to wszystko przez tą matmę! Dostałam znowu trójkę. Ja... ja już nie wiem co robić?
Powiedziała chowając głowę w dłoniach, jednocześnie powstrzymując się przed łzami, bo znów zrobiło jej się głupio, że nie mówi całej prawdy.
Chłopak oczywiście wyczuł, ze to nie w tym tkwi problem dziewczyny, ale jak zwykle starał się powstrzymać od komenarzy, chodź musiał się bardzo powstrzymywać.
- Kurde, ona zawsze tak.- powiedział. Złapał koleżankę za ramię i uśmiechnął się do niej.- Następnym razem uczysz się ze mną.
- Dobra.- powiedziała Frances i zdobyła się na uśmiech na twarzy. Kątem oka chłopak zauważył znajomą twarz przechodzącą obok ich stolika.
- O Frank!- powiedział do kolegi. Sidoris odwrócił się w jego stronę lekko speszony. Nikt wcześniej nie zwracał na niego uwagi, a teraz Dave go zaczepia. Znowu. - Przysiądź się.
Zaskoczony chłopak podziękował skinieniem głowy i przysiadł się. Dziewczyna nie była do końca pewna, czy to był dobry pomysł, ale jeśli Briggs ma się poczuć dzięki temu lepiej...
- A no tak, zapomniałbym.- zaczął.- Frank to Frances, Fran to Frank.
Oboje skinęli głową, a chłopak dodatkowo spuścił głowę, tak aby nie patrzeć na dziewczynę ponownie. Przeważnie nie miał z nimi dużo do czynienia, a ta cała sytuacja wydała mu się dosyć dziwna. Dziewczyna zauważyła to i w duchu się zaśmiała, ale próbowała się powstrzymać. Jednak było to od niej silniejsze. Cicho się zaśmiała.

- Co cię tak śmieszy?- zapytał zdziwiony Dave.
- Bo Frank Fran... I w ogóle Franek! Dlaczego jesteś taki nieśmiały?- zapytałam.
- E... No...no...- zaczął się jąkać. Dziewczyna chciała, żeby czuł się bardziej swobodnie w ich towarzystwie.
- Ja nie gryzę.- zaśmiałam się. Pokazałam na Briggsa.- Nie wiem jak on ,ale mnie sie nie ma co obawiać.
- Ej! No wiesz!- powiedział Dave i odwrócił się do Franka.- Ona jest pojebana, więc trzymaj się mnie a przeżyjesz.
Frances kopnęła kolegę pod stołem.
- To, że jestem w połowie francuską nie znaczy, że jestem gorsza.- powiedziała.
- Te kobiety...- powiedział cicho do kolegi. No niestety to był jeden z tych szeptów, które się słyszy. Fran przewróciła oczami i uderzyła kolegę w bok.
- Nie słuchaj go to dureń, który myśli, ze wie coś o dziewczynach.- zaczęła. Przyłożyła dłoń po prawej stronie ust i już ciszej dodała.- Ale to nie prawda.
Oboje się zaśmiali, a Dave się "obraził" i wyszedł ze stołówki. Po drodze powiedział coś o Brutusie.
- Wyglądacie jakby coś was łączyło- powiedział Sidoris. Czuł się już odrobinę swobodniej, ale ciągle peszyła go obecność dziewczyny. Ale musiał jakoś to "przeboleć". Dziewczyna się delikatnie uśmiechnęła.
- Nie wyobrażam sobie nas razem. Jesteśmy jedynie kumplami. Nawet jeśli ten debil liczy na coś więcej to... Nie ma szans.- zaśmiała się wyobrażając sobie taką sytuację. - Słyszałam, że dzisiaj mu będziesz pomagał.
- Tak.- odpowiedział. - Nie wiem czego oczekiwać, bo chodzimy niby razem na lekcje, ale nie zdążyłem go poznać... Chodź z tego co słyszałem to nie idzie mu za dobrze.
- Taaaak... On nie przepada za uczeniem się.
- To będzie ciężki orzech do zgryzienia.- powiedział Sidoris, na co Frances się zaśmiała.
Po chwili słychać było pierwszy dzwonek, więc musieli się rozdzielić.


Przepraszam, za błędy, ale usunął mi się już poprawiony tekst i mam dość poprawiania.. Przepraszam ;(

piątek, 13 lutego 2015

Prolog

Co spra­wia, że człowiek zaczy­na niena­widzić sam siebie?
 Może tchórzos­two.
 Al­bo nieodłączny strach przed po­pełnianiem błędów,
 przed ro­bieniem nie te­go, cze­go in­ni oczekują. 
~Paulo Coelho~



 Biegł. 
  Nie był pewnien dlaczego i gdzie dokładnie. Ale biegł ile sił w płucach tylko, żeby pokazać, że nie jest tym gorszym. Że nie jest tylko wątłym kolesiem z okularami i kujońskim wyglądem. Chciał udowodnić, że mając tak chuderlawe ciało i wygląd szczura, może to zrobić.
  Nie przepadał za bieganiem, ale czy nie każdy tak ma, że stara się udowodnić coś komuś, a przy tym sobie? Że potrafi, że nie jest gorszy od innych i tak bardzo się nie różni? I doświadczyć tego samozadowolenia kiedy się uda. To co niewykonalne nagle staje się czymś możliwym, czymś co pomaga nam z kolejnymi przeciwnościami losu. Taka malutka rzecz, a jak cholernie cieszy. 
  Przebiegł z jakiś dobry kilometr, znikając chłopakom z oczu. Zauważył, że jest daleko od szkoły i w głębi ducha żałował, że dał się wrobić. Pomyślał, że teraz pewnie się z niego podśmiewują. Co oczywiście było zgodne z prawdą, bo co mogli robić chłopcy w wieku szesnastu lat, którzy są w tej wyższej "lidze". Śmiejąc się z chłopca ,który nie dosyć, że wyygląda jak kujon, to jeszcze jest jednym z tych, którzy są niewidzialni. Teraz zapewne stanie się bardziej "widzialny". 
  Zatrzymał się zastanawiając się dlaczego był taki głupi. Dlaczego chciał pokazać im, że nie jest ofermą? Ale gdyby tego nie zrobił oni mogliy o nim zapomnieć. Albo, i nie i nazywaliby go wtedy tchórzem. Teraz zastanawiał się, czy warto było ratować swoją "pozycję" w szkole, czy zostawić  to jak jest. Chodź po chwili zdał sobie sprawę, że właściwie to jest z siebie dumny. Zrobił coś czego nie robił wcześniej i pokonał swoją barnierę. 
  Myślicie sobie "Bieganie ? Nigdy tego nie robił?". Jasne, że robił. Kiedy śpieszył się na autobus, czy na lekcje, ale to były tak krótkie dystanse, że nawet nie było mowy o zmęczeniu się. Teraz przebiegł jeden KILOMETR. 1 000 metrów. A  nie jakieś marne 10.
Rozglądnął się w około. Była teraz długa przerwa obiadowa, ale mimo to powinien cały czas być w szkole. A znajdował się duży kawałek drogi dalej. 
Podrapał się po głowie myśląc co ma teraz robić.
"Na pewno nie dać się złapać"- przeszło mu przez myśl. Ruszył w stronę szkoły. Teraz szedł  dużo wolniej, bo nie miał już siły. Zerknął na zegarek za swoim lewym nadgarstku. Za dziesięć minut dzwonek. Niestety musiał wykorzystać swoje ostatki sił, żeby zdążyć.  
Nie mógł złapać powietrza. Płuca już go paliły niemiłosiernie. Ta odległość w jedną stronę nie stanowiła dla niego takiego wyzwania jak teraz. Ale przemógł się i dotarł na miejsce, mając w zapasie jeszcze dwie minuty. Od razu pobiegł w stronę swojej szafki i wyciągnął z niej podręcznik do matematyki. Kiedy zamykał drzwiczki zadzwonił dzwonek. Odetchnął z ulgą i pobiegł na lekcje.

Dlaczego to dostała kolejną trójkę. Miała już dość. Cokolwiek by napisała, czy by się uczyła, czy też nie zawsze ta pieprzona trójka. No może to nie największy z jej problemów, ale wreszcie miała na co zrzucić swoje nie najlepsze samopoczucie. Kiedy Dave ją pytał o to dlaczego się tak zachowuje, albo dlaczego jest smutna wymyślała milion wymówek. Od czasu do czasu mówiła mu prawdę. Nie całą, ale zawsze prawdę. Jednak chłopak podejrzewał zawsze, że koleżanka nie jest z nim szczera. Byli sobie bliscy, ale dziewczyna bała się. Poprostu nie lubiła mówić o sobie. Chłopak na nią nie naciskał. Był cierpliwy, ale kiedyś granice się skończą i powie dziewczynie, że się o nią martwi i nie może znieść widoku jej nieszczęśliwej. Przez nią on staje się coraz bardziej przygnębiony. Pochłania część jej smutnej aury. Kiedyś powie jej wszystko. Ale jeszcze nie dzisiaj. Jeszcze poczeka.
   Dziewczyna zdawała sobie sprawę, że w końcu musi mu powiedzieć prawdę. O tym, że nie jest w stanie sobie już z niczym poradzić. Z NICZYM. Próbowała wielu rzeczy. Teraz od kiedy poznała kilka osób, jest coraz to gorzej. Sama nie potrafi poradzić sobie z tym wszystkim co w niej siedzi. Kiedyś nie będzie w stanie już tego trzymac w sobie i wybchnie niczym uśpiony wulkan. Nie będzie miała oporów, wszystko z niej będzie wypływać jak żarząca się lawa. Aż w końcu pozostawi po sobie spustoszenie w głowie biednego chłopaka, który nie jest niczemu winny. Tylko temu, że się z nią zadaje.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Witam

Siemka!
No tak to nie jest pierwszy mój blog z fan fiction. Ale to będzie trochę inne niż wcześniejsze. Mam nadzieję, że się spodoba historia. Jest dosyć niecodzienna. Ale muszę się przyznać, że pisanie jej było dla mnie trudne, gdyż pierwszy raz piszę w trzeciej osobie ;)
Będzie to historia trochę umieszczona w teraźniejszości, trochę w przeszłości. Zresztą sami zobaczycie.
Dotyczyć będzie także projektu Slash feat. Myles Kennedy & The Conspirators.
No to zapraszam ;)
Wiki