piątek, 7 sierpnia 2015

S.1 odc.9

Heeeeeeeeej!
Po pierwsze nie chce mi się sprawdzać tego wszystkiego... Jak tylko będę mieć laptopa to poprawię te wszystkie błędy.
Po drugie wyjątkowo jestem zadowolona z tego rozdziału.
Po trzecie jest jednocześnie dla mnie mordęgą, bo jest zapisany w 3 postach według komórkowego bloggera ;_;
Ale mam nadzieję, że się spodoba i że mnie nie zabijecie za te błędy, bo potrafią one zepsuć najlepszą scenę. A i taki długi jest, bo już kończę tą część!!!! Yeah! ;P
P.S. wiem że jedna osoba mnie zabije za... "wylewność" w tym rozdziale xd
Wiki


Dlaczego kiedy coś zaczyna się psuć, psuje wszystko. Każdy pewnik nagle nie jest już czymś tak oczywistym.


10.05.2008 Las Vegas

Już kilka dni dzieliło podekscytowany tłum nastolatków od ich "wielkiego" dnia. Dla niektórych był to już kolejny raz, a dla niektórych jeden z pierwszych. Mowa tu oczywiście o balu wiosennym. Nie wiadomo dlaczego nie organizowano go wczesniej, na początek tej pory roku, a w samym środku. Jednak nikt nie wgłębiał się w sens ,bo liczył się sam fakt, że to się stanie. Po prostu nikt nie miał zamiaru kalkulowac, dlaczego. To działo się i już.
Franek zaprosił w końcu Mirandę, żeby nie było jej smutno, że nie ma nikogo. Oczywiście dziewczyna zgodziła się bez wahania. Ale Franek coraz bardziej żałował tej decyzji. Po milionie telefonów, żeby zgrać się kolorystycznie, pewnego razu poprostu rzucił słuchawką o ścianę, zostawiając na niej ślad ,w postaci wielkiej dziury. Dlaczego to zrobił? Bo ile można słuchać o tym, że musi ubrać zielony krawat w odcieniu lekko wchodzącym w seledyn, ale nie może to być w stu procentach seledynowy. Takie rozmowy toczyły się między nimi przez około dwa tygodnie. Teraz chłopak nie wyobrażał sobie samego balu. Bał się nawet podjechać samochodem z Davem pod jej dom, bo jeszcze Caroline nie będzie miała odpowiedniego odcienia karoserii.
-Zastanawiam się nad jej życiem. Czy,ona myśli tylko o takich bzdurach, czy może czasem ma jakieś egzystencjalne przemyślenia?- zadając to pytanie przez telefon ,mocno gestykulował rękami prawie zrzucajac doniczke z kaktusem. Jednak w ostatniej chwili złapał go wybijając sobie w dłoń kilka kolcy.
- Znam już ja jakiś czas i z tego co wiem ma coś w głowie ,ale jak podlapie jakiś temat to nie ma zmiłuj.- zasmiala się Fran do słuchawki.- A co ty tam robisz? - zapytała kolegi słysząc ,bardzo dziwne dźwięki które wydawał. - Mam nadzieję, że nie dochodzi są przez mój jakże seksowny głos.- zasmiala sie.
Frank przerwał wgrywanie kolcy z dłoni i poczuł, że cały się rumieni. Boże co za wstyd. Czuł się teraz trochę niezręcznie...
- Fran, serio?-zapytał ironicznie, dając sobie czas na wymyslenie jakiejś riposty.- Nie czuj się urażona, czy coś, ale twój głos nie jest aż tak seksowny, żeby przy nim dochodzić.
Oboje zasmiali się. I , mimo że dziewczyna próbowała zachowywać się jakby komentarz Franka ją uraził, nie była poprostu w stanie.
New York, tego samego dnia.
- Znalazłem!- słychać było podekscytowany głos mężczyzny w słuchawce. Kącik ust doktora Newmana delikatnie się uniósł do góry. Uśmiech triumfu, samozadowolenia i satysfakcji. Dawno czekał na ten telefon, a gdy dzisiaj podniósł słuchawkę, nie wiedział, że usłyszy tak dobre wiadomości.
- Może jakieś szczegóły? -ponaglił mężczyznę.
- A tak! Przepraszam, sam jestem bardzo podekscytowany, że po tak długim czasie udało mi się. Wiedział pan, że mimo iż żyjemy już jakiś czas w XXI wieku w dobie komputerów i Internetu takiemu człowiekowi jak ja ciężko jest znaleźć kogoś kto nie był karany?
- Do rzeczy panie Donlley. Nie mam czasu na pogadóżki.- odparł bardzo stanowczo pan Newman. Nie mial ochoty słuchać tych jakze życiowych historii, które wcale nie pomagają,a zabierają jego cenny czas.
- A tak tak!- powiedział mężczyzna ,wyrwany niczym z jakiegoś transu. - Są w Las Vegas. Mieszkają w całkiem przyjaznej okolicy, niedaleko liceum do którego uczęszcza pańska córka. Pańska żona pracuje w szpitalu św. Wincenta. Wszystkie dokładne namiary wyśle panu mailem.
- To cudownie! Jestem panu bardzo wdzięczny za wszystkie informacje. Przelew zrobię od razu po otrzymaniu maila.
- Dobrze, niech tak będzie. W końcu klient nasz Pan.
- Do widzenia, panie Donlley.
- Do widzenia.
Mężczyzna szybkim ruchem odłożył słuchawkę, prawie ją rozwalając na haczyku. Teraz jego uśmiech ,był bardzo szeroki. Teraz cieszył się całym sercem. Całą duszą, całym sobą. Dawno nie czuł takiej euforii jak w tym momencie. Znalazł je ! Bóg dał mu szansę na to, żeby się zmienił.
- Hanno, zabukuj bilety do Las Vegas na jutro.

20.05.2008 Las Vegas

W końcu nadszedł ten dzień, tak długo wyczekiwany przez uczniów. Dzień w którym chodź na kilka chwil mogą poczuć się wyjatkowo i bawić się inaczej niż zwykle, ale jednoczesnie tak samo dobrze, a może nawet lepiej.
Frances właśnie wkladala sukienkę. Była ona bardzo delikatna i niebieska. Gorset bez ramiaczek podkreślił jej talię, a tiul na spodniczce dodawał jej dziewczęcości. Ubrana w swój kostium była niczym wodna rusałka. Brakowało jej tylko szpiczastych uszu i skrzydeł.

Dave właśnie ubierał krawat... Albo raczej próbował to zrobić. Jak zwykle robił tylko jakieś straszne supły, których nie sposób rozwiązać. Jak zwykle na pomoc ruszyla mama, śmiejąc się z nieporadności syna. Oczywiście nie obeszło się, bez kąśliwych uwag brata i żartów ze strony siostry. Ale co by to była za rodzina, gdyby nie było różnorodności.

Frank poczuł jak mu się pocą dłonie. Teraz gdy coraz bliżej było do wielkiego balu, sam już nie wiedział co ma w końcu ubrać. Miranda zmieniała swoje,zdanie co chwilę, dlatego już się pogubił. Gdy stał tak przed szafą szukając natchnienia, w całym pokoju rozbrzmiala melodia smsa. O dziwo, Sidoris bardzo się ucieszył z tego powodu. Miranda, po raz ostatni wysłała mu instrukcję.

"Pamiętaj! Czerwony krawat."

Katerina roztrzęsioną dłonią próbowała zapiac zamek ,jednak wydawało jej się to jedną z najtrudniejszych rzeczy na świecie. Sukienkę kupiła ponad miesiąc temu. Byla dopasowana idealnie. Ale nie teraz, teraz potrzebowała odrobiny przestrzeni między swoim ciałem, a materiałem. Nie czuła się już dobrze i seksownie w tym stroju. Czuła się jak jedna z tych kobiet, które ubierają za małe ubrania, żeby poczuć się lepiej. Popatrzyła na siebie w lustrze i zobaczyła to czego najbardziej się obawiała ujrzeć. Strach i poczucie winy na twarzy. 

Alex szybko włożył garnitur ,muszke i był gotowy do wyjścia.Jego partnerka prawdopodobnie już od kilku godzin się przygotowywuje. Zaprosił Fionę - dziewczynę, która widział na swoich koncertach. Zgodziła się, bez problemu, ponieważ była napalona na Alexa. Chłopak potrzebował dziewczyny, a że ona była bardzo chętna tym lepiej dla niego. Nie była dziewczyną tajemniczą, ani nie stanowila jakiej kolwiek zagadki. Była ,smutno to przyznać ,ale najzwyczajniej w świecie łatwa. Lubił wyzwania, jednak ona swoją prostotą była pierwsza na "liście" dziewczyn ,bo DeLeon potrzebował dziewczyny jak najszybciej. 
Wziął kluczyki do swojego samochodu z pudełka przy wejściu i już go nie było. 

Szkoła była bardzo ładnie przystrojona. Już od samego progu prezentowała się bardzo dobrze. Światła przed głównym wejściem, kwiaty... 
Grupa dekoracyjna na prawdę się spisała na medal. 
Bob trzymał Frances pod rękę i razem weszli do środka. Dziewczyna popatrzyła na niego i uśmiechnęła się ,aby dodać sobie otuchy. On odwzajemnil uśmiech i poglaskal ja po dłoni, aby uzyskać ten sam efekt. Chłopak miał dobrze skrojony garnitur ,który podkreślał jego atletyczną sylwetkę oraz krawat, idealnie dopasowany do sukienki. Mama Fran była zachwycona tym jak razem wyglądają, jednak liczyła na to ,że jej córka pójdzie z kimś innym na tak ważną uroczystość. Nie da się ukryć, że nie tylko ona na to liczyła.
Za Frances i Robertem szli Franek z Mirandą. Oczywiście milion razy pouczony jak ma iść, kiedy tańczyć i w jaki sposób zamawiać swoją partnerkę. Chłopak miał ochotę kopnąć dziewczynę w cztery litery i uciec stąd, ale jako, że to dziewczyna nie mógł tego zrobić. Jednak ta siła woli słabła z każdym wypowiedzianym przez nią zdaniem.
Za nimi szli Dave i Katerina. Ona lekko zmieszana, ale z wymuszonym uśmiechem, on bardzo szczęśliwy i patrzący na nią z czułością. Jeszcze nic nie wiedział, ale niedługo miało się to zmienić.

It doesn't matter, it doesn't matter

-Zapraszamy na parkiet!- można było słyszeć wręcz blagalny ton DJ'a. Jak na razie na parkiecie było około trzech ,czterech par, a od rozpoczęcia minęło zaledwie dwadzieścia minut. Jednak ludzie nie chcieli się bawić do kawałków, które puszczal. Jeszcze nie byli wystarczająco zmotywowani.
-Franio.- chlopaka przeszedł dreszcz i uruchomiła się odruchy wymiotme jak tylko usłyszał ten głos. - Już czas. 
Dziewczyna chwycila go za rękę powoli wstajac z miejsca. Fran zwróciła uwagę na wyraz twarzy przyjaciela. Był wyjątkowo wkurzony i bardzo zniesmaczony. Nie mogła patrzeć na jego nieszczęście dlatego postanowiła zainterweniowac. 
- Mir, chodź na słówko. - powiedziała wstajac od stołu i wyciągając rękę w stronę koleżanki.
- Ale teraz nie mogę- odpowiedziała Miranda lekko zmieszana,a jednocześnie nie świadoma swojego nietaktu i złego zachowania.
- To nie może czekać, musimy porozmawiać.
- Jednak my już wcześniej zaplanowaliśmy, że...
- Smith nie wkurwiaj mnie!- krzyknęła zwykle opanowana Newman. Nie tylko Mir byla zaskoczona wybuchem koleżanki. Cały stolik patrzył na nią zaskoczony. Smith nie mogła już się wywinac. Musiała być posłuszna i iść za koleżanką. Frances odcoagnela koleżankę kawałek od,stolika tak, żeby nikt nie podsluchiwal. Co prawda nie było to łatwe nawet, gdyby stały bardzo blisko zważywszy na muzykę, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Newman pod wpływem emocji wygarnęła koleżance wszystko co leżało jej juz od jakiegoś czasu. Począwszy od tego jak wykorzystuje Franka, po to jak się zachowuje i że psuje wieczór ,który na dobre się jeszcze nie zaczął. Oczywiście dziewczyna zaprzeczala, robiąc z siebie ofiarę. Frances próbowała wytłumaczyć koleżance, że nie tylko ona jest najważniejsza i Franek też ma cos do powiedzenia. Jednak z nią było jak z grochem o ścianę.
Wszyscy patrzyli na dziewczyny, próbując coś zrozumieć z ruchu warg, albo gestów. Jednak było to na nic. Widząc ciągle to wzrastająca frustrację Newman, Dave przeprosił towarzystwo i podszedł do dziewczyn, aby nie padły słowa, których będzie jedna z nich później strasznie żałować. 
-Heeej drogie panie.- powiedział radośnie podchodząc do obu i obejmując je ramionami. Popatrzył to na jedną to na drugą i kontynuuował.- Po co się tak denerwować. Mamy przed sobą całą noc. Dlaczego mamy zaczynać z takim humorkiem?
Frances poatrzyła na niego z byka, za to Miranda z uwielbieniem.
- Właśnie dlatego.- powiedziała pierwsza stracajac rękę przyjaciela i siadając naburmuszona przy stoliku. Briggs popatrzył na Smith z pytaniem na twarzy, a ona odpowiedziała mu tylko wzruszeniem rąk, ciągle patrząc na kolegę jak na posąg Apolla. Dave udając, że tego nie widzi- jak za każdym razem, gdy Mir znajduje się w pobliżu - odoprowadzil ja do stolika i zajął miejsce obok swojej drugiej połówki, calujac ja słodko w usta. Poczuł, że dziewczyna napina wszystkie mięśnie ,gdy przejechał ręką po jej udzie. Rzucił jej pytajace spojrzenie ,na co ona machnela ręka, że porozmawiaja później.
Przy stoliku zrobiła się napięta atmosfera. Można było kroić nożem powietrze. Z tego powodu Bob postanowił zainterweniowac i poprosił Fran do tańca. Ona uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością, as nie musi tutaj siedzieć i już ich nie było. 

So don't you ever for a second get to thinking you're irreplaceable

Na parkiecie zaczęło się pojawiać coraz to więcej par. Zaczęto grać jakieś normalne piosenki, do których każdy mógł się bawić. 
Dave chwycił swoją wybrankę serca i zaprowadził na parkiet. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego, po czym znowu jej uśmiech zbladł. Briggs był bardzo zdziwiony, nie wiedział, co z jego kochaną Kateriną. Chwycił ją mocno w pasie przyciagajac ja do siebie. Stawiała lekki opór, ale chłopak miał wystarczająco dużo siły, żeby przybliżyć ją do siebie. Drugą dłonią przejechał czule po jej policzku, po czym delikatnie uniósł jej głowę, tak aby patrzyła na niego. Uśmiechnęła się blado, próbując wykrzesać odrobinę entuzjazmu, gdy ich spojrzenia się spotkały. Chłopak patrzył na nią zatroskanym wzrokiem.
- Kat, co się stało?- zapytał szepczac jej re słowa do ucha, nie tylko dlatego, że muzyka była głośna, ale także po to ,żeby poczuć odrobinę prywatności.
Dziewczyna nic nie powiedziała, ale wtulila się w Dave'a ,a jej długo wstrzymywane łzy poleciały ciurkiem. Jej piękny makijaż na szczęście się nie zmył, ponieważ dziewczyna wiedziała jak to będzie wyglądać i pomalowala się wodoodpornym zestawem. To jednak nie wpłynęło na to, że cała koszula chłopaka nie była mokra. 
Reakcja dziewczyny była dla niego wielkim zaskoczeniem. Popatrzył na nią zdziwionym wzrokiem i objął ja mocniej niż wcześniej, lekko się kołysząc w rytm muzyki.

Standing in the front yard telling me
How I am such a fool, talking about

Robert bardzo mocno przyciągnął do siebie Fran, należał do drużyny footbolu ,więc miał dużo siły. Oczywiście ona próbowała odzyskać odrobinę prywatnej przestrzeni, jednak jej wysiłki szły na marne. Nie zostało jej nic innego jak poddać się w tej walce, w której nie miała rzadnych szans na zwycięstwo.

You must not know 'bout me

Franek chodź nie chętnie ,zaprosił Mir do tańca, o dziwo bez jej nakazu, bo od rozmowy z Fran dziewczyna się odrobinę opanowała. Co nie znaczy, że cokolwiek się zmieniło.

They try to make me go to rehab but I said no no no

- Dziękuję pani,za taniec.- powiedział Bob, calujac rękę Frances. 
" To nawet nie był taniec. Chyba, że zapaśników na ringu."- pomyślała. Uśmiechnęła się do kolegi ,jednak0 był to jeden z tych uśmiechów typu "uśmiecham się, żebyś nie poczuł się,zraniony." Bardzo lubiła Boba, świetnie im się razem rozmawialo, bawiło... Ale nie tańczyło.
- Everybody dance now!- krzyknął DJ do mikrofonu. Wszyscy słysząc te słowa wstali zza stolików i zaczęli tańczyć. Dziewczyny pomimo swoich sukienek i butów na obcasie ,skakaly wyginały się i spedzaly świetnie czas. Chłopcy to samo. Biorąc swoje partnerki bawili się bardzo dobrze. Robert chwycił dłoń Fran, którą przed chwilą pocałował i obkrecil ja wokół własnej osi. 

Everybody dance now! 

Wszyscy jak jeden mąż skakali do góry. Później to była kwestia czasu co się stanie. Jedni wirowali ,inni wykonywali dziwne ewolucje... Po prostu każdy tańczył po swojemu. Nikogo nie obchodziło jak to,robi inna osoba, poprostu tańczyli sami,dla siebie. 
Dave postanowił skorzystać z okazji i chwycił Katerinę za ramię i wyprowadził na zewnątrz. 
- Mała,- chwycił ją mocno za dłonie, splatajac swoje palce z jej. - co się dzieje? Wiem powinienem uszanować twoją prywatność i nie nalegać...- tutaj zrobił krótką pauze by wziąć oddech- ale coś Cię gryzie - wyjątkowo to nie ja.- uśmiechnął się ,czym wywołał i dziewczyny także delikatny uśmiech, ledwo zauważalny, bo jej glowa ciągle była spuszczona w dół.- Hej hej hej.- powiedział chwytając jej twarz i wycieracajac kciukiem jedną z zagubionych łez, splywajacych po policzku. - Powiesz mi o co,chodzi?
Ona kiwnęła głową ,uśmiechając się nie znacznie i zastanawiając się jak to powiedzieć. Podniosła wzrok na Briggsa ,aby ich spojrzenia po raz kolejny mogły się połączyć i zobaczyć siebie nawzajem w jak najprawdziwszej wersji, czystych, pełnych uczuć.
- Ostatnio zdarzyło się coś... Miałam ci powiedzieć później... To dla mnie trudne.- powiedziała chowając twarz w dłoniach. Briggs chwycił je i odciągnął od twarzy dziewczyny.
- Mi możesz spokojnie powiedzieć, dobrze o tym wiesz. Nie ważne co się stanie ZAWSZE będę przy tobie.- słowo "zawsze" bardzo mocno podkreślił, bo chciał aby wiedziała, że może na nim polegać nie ważne co, ważne że będą w tym razem. 
Dziewczyna poczuła jak po jej czole przetacza się kropelka potu. Ale na zewnątrz było chłodno. Kiedy to sobie uświadomiła zależała, na co chłopak nic nie mówiąc włożył jej swoją marynarkę. 
Uśmiechnął się do niej zachęcająco, na co ona wzięła głęboki oddech i przełknęła sline.
- Ja... Tak w sumie my... Chyba... Nie jestem pewna, ale...- Dave złapał ją za dłoń, aby ją wesprzeć.- Jest nas dwoje. 
Briggs popatrzył na nią jak na idiotkę, bo nie mógł zrozumieć co właśnie powiedziała. " Jest nas dwoje." że co ? Co to ma znaczyć, że ma kochanka i tworzą jakiś trójkąt miłosny?
Katerina widząc zmieszanie na twarzy chłopaka, uśmiechnęła się delikatnie i tym razem to ona chwycila jego dłonie.
- Chyba się nie zrozumieliśmy. Jestem w ciąży.
Briggs odetchnal z ulgą, słysząc właśnie taką odpowiedź. Jednak po chwili dotarł do niego sens słów, wypowiedzianych przez Kat.
- Co? Że jak? Kiedy? Jesteś pewna? Wow...
- Uspokoj się.- chłopak rozbawił Katerinę, więc nie mogła się nie śmiać. Zachowywał się zabawnie. 
- Boże nie wierze.- powiedział odchodząc kawałek dalej lapiac się za głowę i odwracając się tyłem do dziewczyny. Na jego ustach zagościł uśmiech, jednak Kat go nie widziała i poczuła uklucie w sercu. Przecież mówił, as nie ważne co będą razem. Jej uśmiech i rozbawienie,szybko zeszło z jej twarzy.
- Mówiłeś, że będziesz mnie wspierał nie ważne co...
- No i tak będzie.- powiedział radośnie podchodząc do kobiety swojego życia. Pochwycil ją w objęcia i pocałował namiętnie, tak jak tego dnia w schowku na wfie. - Kocham Cię najbardziej na świecie.- wyszeptał jej tuż przy ustach.
- Ja ciebie też.- powiedziała Katerina, czując jak łzy lecą jej po policzku.

And after all you're my wonderwall

Fran na prawde dobrze bawila sie z Robertem. Był bardzo miły, czuły- pomijając ten wolny taniec, oczywiście- wesoły i towarzyski. Spędzali ze sobą bardzo miło czas.
Franek przekonał się powoli do Mirandy. Nie była taka zła, kiedy już była po dwóch lampkach szampana. Norbert - znajomy z hiszpańskiego, załatwił karton szampana, ale trzeba było wyjść na zewnątrz ,na podwórko szkolne, do strej szopy, żeby się napic.
Alex oczywiście zniknął w szkolnej toalecie razem z Fioną, a Dave ciągle siedzial z Kateriną, na zewnątrz.
Newman podeszła do stolika. Była już bardzo zmęczona ciągłym tanczeniem i musiała odpocząć. Po chwili dolaczyli do niej Frank i Miranda.
- Przepraszam Cię Mir, za wcześniej. Głupio mi teraz.- powiedziała widząc,że para,zaczyna die dogadywać.
- To ja przepraszam. Byłam za bardzo zapatrzona w siebie. - i obie dziewczyny przytulily się do siebie.
- Lubię szczęśliwe zakończenia.- skierował Frank. Oczywiście nie obeszło się bez oberwania za ten komentarz, jednak każdy był zadowolony z obrotu sprawy. Jednak wszyscy zapomnieli o tym, że nie ma tego typu imprezy bez czyjegoś nieszczęścia.

****

Minęła już północ. Wybuchły fajerwerki. Wiele uczniów czekało właśnie na ten moment.
Fran, Bob, Dave, Kat, Frank, Mir, Alex i Fiona oglądali je jak zahipnotyzowani. Kiedy kolorowe bomby wybuchały ukazując setki kolorów, Fran zatykala uszy, by nie słyszeć wybuchu. Oczywiście cała reszta śmiała się z koleżanki. Bob objął ją jednym ramieniem przyciagajac ją do siebie tak, aby mogła się w niego wtulic. Była mu wdzieczna za to. Popatrzyli na siebie, a ich spojrzenia spotkały się na za długą chwilę. Kiedy Fran zwróciła na to uwagę, spłonęła rumiencem i odwróciła wzrok ku wybuchajacym fajerwerkom. Na twarzy Roba zagościł uśmiech satysfakcji.

It's a final countdown!

Dave pocałował Katerinę w czoło i zostawił ją w towarzystwie Mir i Alexa. Nie chciał im przeszkadzać, a mógł teraz spokojnie porozmawiać z Fran o całej tej dziwnej sytuacji. Kat prosiła, żeby nikomu nie mówił, ale udało mu się pójść z nią na kompromis i pozwoliła mu podzielić się tą informacją z Frances, ponieważ wiedziała, że jest ona dla niego ważna.
Kiedy tylko zobaczył blond włosy i niebieską sukienkę, szybkim krokiem przebiegł dzielącą ich odległość.
- Hej, możemy pogadać?- zapytał zdyszany ,lapiac dziewczynę za ramię.
- Jasne!- powiedziała dziewczyna, przepraszajac na chwilę osoby z którymi rozmawiała.- Co jest?
- Tylko nikomu ani słowa i nie reaguj przesadnie.
- No spoko.- Fran wzruszyła ramionami, gotowa usłyszeć wszystko...
-Kat jest w,ciąży.- ... Ale nie tego. Na jej twarzy wystąpił szok, jednak po chwili zauważyła, że Briggs wcale nie jest zdołowany tą informacją. Wręcz przeciwnie.
- Dlaczego się tak cieszysz?- zapytała Fran.
- No bo... Kocham ją na prawdę. To że jest w ciąży jest to oznaka naszej nieodpowiedzialność i razem musimy ponieść tego konsekwencje. Cieszę się bo to dziecko chodź nie planowane będzie nasze.
- Ale wy macie po 18 lat!- chciała uświadomić przyjaciela.
- To nie ważne. Niektórzy mają dziecko już w wieku 16. To będzie moje dziecko ,Fran. I będzie miało najlepiej. Nie ważne ile mam lat, ale ważne jest to go nadejdzie. Będzie trudno, ale damy sobie radę.
- Skoro tak mówisz... Masz moje stu procentowe wsparcie.- Dave uśmiechnął się do przyjaciółki i zamknął ją w ogromnym uścisku.
- Dziękuję ci.- wyszeptał jej we włosy.
Okleili się od siebie uśmiechając się szczerze, po czym nagle mina Briggsa zrzedła. Fran popatrzyła na niego zdziwiona, odwracając się w stronę miejsca ,w które się wpatrywal. W połowie drogi złapał ją odwracając z powrotem do siebie.
-Lepiej, żebyś nie patrzyła. - powiedział. Dziewczyna powiedziała, że ona chce i szybko się odwróciła śmiejąc się z tego, jak Dave jest powolny. Jednak gdy tylko to zrobiła, uśmiech tak samo jak Briggsowi poprostu zniknął z jej twarzy. Na samym środku sali, oświetleni reflektorem, stali Bob i Mir. Wszystko można byłoby zrozumieć, ale dlaczego oni się całują? Na samym środku sali, jak gdyby nigdy nic. Jakby to on ja zaprosił, jakby byli razem od jakiegoś czasu. Jakby...
Po policzku Newman przetoczyła się łza. Nie była to łza smutku. Raczej rozczarowania, poniżenia, zdenerwowania... Tego wszystkiego co teraz czuła. Nienawiści do Roba, bo ją wystawił i upokorzyl. Nienawiści do Mirandy ,bo dzisiaj udowodniła, że nie jest ona warta tej relacji ,która była miedzy nimi. I do samej siebie za swoją naiwność.
Poczuła na ramieniu rękę Dave'a, jednak szybko ja strząsła i wymamrotala, że musi jus iść. Chłopak wiedział, że dziewczyna potrzebuje teraz być sama, inaczej ktoś oberwie.

Twist and shout!

Franek zauważył, że Fran idzie zdenerwowana z lekko opuszczona głowa w stronę parkingu.
- Fances! - zawołał za nią. Ona szybko die odwróciła w jego stronę, a chłopak zauważył ,że płacze. Podbiegl do niej i mocno objął. Nie chciał ,żeby mu uciekła. Czuł, że próbuje się wydostać z jego objec, ale po nieudolnych próbach w końcu się poddała i wtulila w chłopaka. Kiedy jej oddech się uspokoił, Franek odsunal ją na odległość całej ręki i popatrzył w jej zaszklone oczy, które wydawały mu się teraz najpiękniejszą rzeczą na świecie.
- Zabiorę Cię do domu.- dziewczyna pokiwala głową, a Sidoris objął ją ramieniem i poszli w stronę samochodu.

Dotkną jej lewego ramienia ,ledwo go muskajac ,jakby była jakimś delikatnym stworzeniem, która zaraz ma zniknąć, albo się sploszyc.
Dziewczyna schowala twarz w dłoniach . nie chciała żeby zobaczył ,że znowu płacze. W końcu to było zalosne. Chłopak ją wystawił dla innej dziuni. Co,z tego ze to była jej najlepsza koleżanka. Ale teraz była do niej nikim. Od razu wspomnienia zalały jej myśli. To jak kupowały prezenty na gwiazdkę, czy nawet sukienki na ten bal. Poczuła się zraniona do głębi. Wystawiona, obdarza z jakich kolwiek uczuc.
Frank wiedział ,co musi czuć. Jego partnerka, znajoma z chemii, przyszła ,żeby powyrywac facetow. Ale nie miał jej tego za złą ,bo taka mieli umowę. Bo miał robić coś innego, niż nią się zajmować. Miał zwracać uwagę tylko na jedną osobę, miał ja pilnować.
Frances przyjechała dłońmi po twarzy, zapominając o tym ,że ma make up na sobie. Odwróciła się do przyjaciela, a ten uśmiechnął się do niej przyjaźnie. Ona próbowała odwzajemnic gest, jednak było to,trudne biorąc pod uwagę ,że jej twarz ciągle wykrzywiała się w odwroconą podkówkę. Chłopak nie mógł patrzeć na jej cierpienie, bo czuł dwa razy mocniej to co,ona. Bolało go, dotykalo w samo serce. Czuł to głęboko w sobie.
Wytarl z twarzy dziewczyny rozmazany malująż, który zaczynał jej wpływać po policzku. Wreszcie dziewczyna była w stanie się uśmiechnąć, chodź trochę, wyrażając wdzięczność dla Sidorisa. Nie musiał jej nic mówić, a ona jemu. Wystarczyło im te kilka gestów, tych kilka spojrzeń, pełnych tego co już od dawna obu gnieździło się w głowie, ale nie potrafili się do tego przyznać sami przed sobą. Źrenice obojga rozszerzyły się .
Ich bicia serc przyspieszyly i zlaly się w jedną spójną całość.
- Wiesz , może to głupio zabrzmi, ale cieszę się z twojego nieszczęścia - wyczerpał Frank, odgarniajac kosmyk włosów Newman za ucho i podążając za nim wzrokiem. Potem od razu przeniósł to na twarz dziewczyny. Na jej lekko rozchylone usta wykrzywione w uśmiechu, na jej piwne oczy, które teraz blyszczaly, odbijając w sobie blask pobliskich lamp. Na jej piegi, które wyglądały uroczo na jej zarozowionych policzkach ,wcale nie z powodu makijażu.
Przed nim stał jego ideał i najlepszy przyjaciel, ktoś na kim mógł polegać mimo wszystkich jego wad.
Fran natomiast przed sobą miała, przyjaciela, który zawsze ja wspierał, do którego zawsze zywila uczucia, chodź bała się ich. Widziała przed sobą ,bardzo przystojnego mężczyznę, w brązowych wlosach, lekko pokreconych, które aż ja wołały, żeby zanuzyla w nich swoje palce. Jego brązowe oczy były odzwierciedleniem jego. Myśli, zachowania, emocji ,uczuć... Tego wszystkiego na co się składał. Pokazywały całego Franka.
Mimo woli się uśmiechnęła. Nie chciała ,żeby zobaczył ,że zależy jej na nim, ale ciężko jej było już dłużej się powstrzymać, za długo oboje zwlekaj z tym wszystkim. Teraz był ich moment.
I jakby nagle ktoś włączył jakiś przełącznik.
Chłopak złapał za jej policzki, gladzac je kciukiem, a jej dłoń powędrowała do,jego włosów. Nie dało się zauważyć kiedy dokładnie ich wargi się zlaczyly, ale na pewno przed tym wszystkim obojgu oczy się rozświetliły milionem uczyć, emocji, nadziei...
Całowali się inaczej niż to było za pierwszym razem. Te pocałunki od samego początku były zachłanne, byli siebie głodni. Tesknili do siebie. Do tego co niebezpieczne. Pocałunki stawały się coraz bardziej namiętnie. Dziewczyna już dawno zgubiła się we włosach chłopaka. A on nie mógł uwiezyc ,że jego skryte marzenia właśnie się spełniają i to jeszcze tak.
Oderwali się na chwilę od siebie by zaczerpnąć powietrza.
- Co to było ?- zapytał z uśmiechem chłopak . Frances się lekko zarumienila.
- Może tym mi,powiesz?- zapytała kładąc swoją dłoń na jego klatce piersiowej. Rysowala swoim paznokcie po jego koszuli nieznane nikomu wzory. Popatrzyła w jego oczy, gdzie kryła się czułość i namiętność wywołana poprzednim pocalunkiem.
- Nie wiem czy powiniennem. Poniekąd jesteś roztrzęsiona, a na to "wykorzystuje"- powiedział ratując w powietrzu znak cudzysłowia. Bal się tego, zebwyjdzie na,takiego istotę co kozysta z okazji i wykorzytuje dziewczynę, ale on na prawdę ja kochał.
Kochał? Czy,można tak to już nazwac? Czy to co to,nie czuł to miłość ?
Ale dziewczyna rozwiala jego wątpliwości jakoby robił źle. Chwycila go za kołnierzyk koszuli i złożyła na jego ustach słodki pocałunek.
- Myślę ,że czekałam na to już od dawna, a teraz po prostu spełniasz moje marzenia.
Franek otworzył oczy ze zdziwienia i uśmiechnął się do niej, tulac ja do siebie i spadając pocałunek na czubku jej głowy.
- Mogę spełniać twoje marzenia przez resztę swojego życia.
Nie do końca jest pewna jak ,ale dostali się do jej pokoju.

wtorek, 28 lipca 2015

S. 1 odc.8




Miłość do niewłaściwej osoby, może być gorsza niż ta platoniczna. Bo kiedy twój obiekt zauroczenia nie przejawia zainteresowania tobą w ten sposób nie oznacza że tobą gardzi. Nie musisz być mu obojętna. Wręcz przeciwnie możesz być dla tej osoby kimś ważnym i wartosciowym. Jednak gdy uczucia ulokowane są w niewłaściwej osobie, która wykorzystuje wasze zaangażowanie, oddanie... Można to nazwać jakkolwiek się chce, ale nigdy nie będzie to coś co jest warte tego wysiłku który się wkłada w związek i podtrzymanie tej relacji.

Las Vegas 27.04.2008


Z daleka można było dostrzec zarys kobiecej sylwetki. Delikatne rysy, idealne kształty. To mogła być tylko jedna osoba.
-Frances co tak biegniesz ?- zapytał Dave ,śmiejąc się z koleżanki.
Ona tylko popatrzyła na niego tym zabójczym spojrzeniem ,po chwili się uśmiechając. Chłopcy popatrzyli po sobie zdziwieni ,po czym przenieśli wzrok na koleżankę.
- Mam dobre i złe wiadomości. Od czego zacząć ?- jej podekscytowany głos i ta euforia widoczna w jej piwnych oczach, nie wróżyły nic dobrego. Sidoris zaczął się zastanawiać co może chodzić jej po głowie .
- Może lepiej od tej złej...-zaczął Dave- Albo nie dobrej! Nie chce sobie psuć humoru, chodź jeżeli wcześniej go zepsujesz to potem popraw....
- Dawaj złą.- powiedział Franek przekładając dłoń do ust przyjaciela, żeby nie kończył swojego filozoficznego wywodu.
Dziewczyna ,nie wiadomo czemu, cicho zachichotala.
- Co się jej stało ?- zapytał głośnym szeptem Dave Franka. Ten wzruszył ramionami.
-Chcecie usłyszeć co mam do powiedzenia, czy wolicie sobie poplotlowac? - zapytała Newman ,krzyżując ręce na piersi.
- Wiesz ja chyba wolałbym ploteczki!- powiedział Dave miętosząc swoje dłonie.
- Coś za dobry masz humor...- zauważył Frank.- Brales coś?
Sidoris zaczął "badać " kolegę. Patrzył mu w oczy , rozszerzał powieki, otwierał usta , po czym poklepal to po policzku.
- Eh! To tylko miłość .- westchnął Frank z teatralną zadumą. Wszyscy zaczęli się śmiać. - Dobra dość! Fran, co chciałaś nam powiedzieć ?
Dziewczyna zaczęła wyłapywać sobie palce i lekko się kręcić.
- Dla Was to będzie zła wiadomość, chodź w sumie nie wiem. Możliwe że tak będzie ale nie jestem pewna , bo wiecie nie znam waszych reakcji na każdy..
-Spokojnie Frances, pleciesz głupoty jak Dave.-zaczął Siodris. Briggs oczywiście się urazil i kolejne dwie minuty zlecialy na przepraszaniu.
- Dobra ,prosto z mostu. - zaczęła Newman.- Nie będziecie mnie widzieć przez 2 tygodnie.
-Pff... I to ma być zła wiadomość ?- zapytał Dave.
- Zamknij się !- powiedziała dziewczyna.- Bo jadę do Lyonu do babci !
Mówiąc to uśmiechnęła się mimo woli. Była bardzo podekscytowana wizyta i babci. Była tak tylko dwa razy i to jeszcze zanim rodzice się rozstali ,a siostra się urodziła.
- Ale świetnie ! -wkrzykneli obaj.
Frances wytrzeszyla oczy po czym się uśmiechnęła. Objęła obojga i była szczęśliwa w głębi, że oni także się cieszą jej szczęściem.
- A ta dobra rzecz ?-przerwał tą sielanke Dave.
- Mam potwierdzone info, że za dwa miesiące organizowany jest bal w szkole!
- I to jest ta dobra rzecz ?- zapytał, szczerze niezadowolony z przypisania obu informacją złych łatek.
-Tak- zaczęła dziewczyna nie pewnie- nie pomyślałam może i tym że to jest okazja żeby zabrać Katerinę ze sobą?
Briggsowi zaswiecila się lampka. Uświadomił sobie, że koleżanka może mieć rację. Wreszcie pójdą tak oficjalnie gdzieś razem. I to jeszcze w miejsce z takim rozmachem.


28.04.2008Las Vegas


Przyspieszone oddechy i bicie serca się wyrownały. Ich gorące ciała i pocałunki spajały obojga w jedną nierozerwalna całość. Byli blisko, tutaj dla siebie, na zawsze, obiecując wszystko, za odrobinę przyjemności. Napedzani uczuciem ,które ich łączy, walczyli dalej o oddechy, ale im bliżej było do końca, tym trudniej było zaczerpnąć powietrza, które i tak było wystarczajaco geste. Opadali już z sił, ale tak nie wiele brakowało, do osiągnięcia kulminacji. Razem z biciem serca, ich ruchy stawały się szybsze i intesywniejsze. Dziewczyna nie mogła powstrzymać jęków rozkoszy, za to chłopakowi co jakiś czas wyrywaly się słowa i dźwięki ,które ciężko było rozszyfrować. Nie trzeba było długo czekać, na osiągnięcie pełnej rozkoszy. Obojga przeszedł dreszcz przyjemności, a wokół nich czas na chwilę stanął w miejscu. Czuli się teraz jedną całością, całym światem i nic nie mogło ich rozdzielić. Oboje ciężko opaski na poduszki, próbując złapać świeże powietrze. Katerina wtulila się w nagi tors Dave'a, który przygarnal ja do siebie ramieniem.
- Jesteś najwspanialsza osoba na jaką trafiłem.-powiedział glaszczac ja po ramieniu.- Najwspanialszą różą, pośród milionów w ogrodzie.
Odgarnal jej lepkie włosy z czoła i delikatnie złożył na nim pocalunek.
- Jesteś dla mnie,wszystkim. Kocham Cię ,moja słodka Katherino.
Dziewczyna zarumienila się i popatrzyła chłopakowi prosto w oczy.
- Jesteś niesamowity. Kocham Cię i obawiam się ,że nie uwolnisz się ode mnie szybko .
Briggs uśmiechnął się pogodnie.
- Mam taką nadzieję, słońce.

Tego samego dnia Lyon.


Kobieta krzątała się po kuchni, przygotowując francuskie naleśniki. Ciasto musi mieć idealną kasystencje i być odpowiednio cienkie ,aby miało to jakikolwiek sens.
Właśnie nalewala płyn na rozgrzaną patelnię, gdy ktoś zadzwonił.
- Anna!- krzyknęła kobieta i wróciła do poprzedniej czynności. Ale telefon dzwonił i dzwonił. Zirytowana Adele ,wylaczyla gaz i sama podeszła do aparatu. Po drodze nigdzie nie widziała Anny.
- Hallo?- zaczęła rozgladajac się wokół w poszukiwaniu pokojowki.
- Mama?- usłyszała głos po drugiej stronie. Ucieszyła się niezmiernie. Coraz częściej rozmawiały ,że sobą, pozostawiając dawne niedomowienia i konflikty daleko za sobą.
- Kochanie.-powiedziała z radością w głosie.- Co u Ciebie słychać ?
- W porządku.-dało się słychać, w słuchawce, że kobieta wierci się w fotelu.- Słuchaj mamo, przyjedziemy do Ciebie ,po zakończeniu roku szkolnego. Chce, żeby dziewczynki ukończyły klasę i ,żeby nie było żadnych konfliktów między mną, a szkołą. Nie chce ,żeby dostały złe opinie. Dobrze wiesz jak to jest.
Oczywiście ,że kobieta miała pojęcie. Sama tak zrobiła, kiedy uciekła razem z córką do Francji.
- Jasne rozumiem. Uważam, że to bardzo rozsądna decyzja.
- Dziękuję. Przepraszam mamo, ale muszę kończyć. Amy właśnie za chwilę kończy zajęcia i muszę ją odebrać. Trzymaj się. Pa!
- Do usłyszenia. - w słuchawce słychać było sygnał zakończenia rozmowy.

Las Vegas 30.04.2008


W szkole nie było jednej osoby, która nie wieddzialabu o nadchodzącym balu. Niektórzy bardziej podekscytowanym tonem, inni mniej rozmawiali między sobą o planach. Kogo tu zaprosić ? Co ubrać? Jak przyjechać ? Z kim iść ? Po co w ogóle się wybierać ? Z kim przyjdzie kto?
Tak na prawdę padały wszystkie możliwe pytania dotyczące tego wydarzenia. Podekscytowana dziewczy u dzieliły się między sobą, na kogo mają chrapkę, kto je już zaprosił.
- Jak ja był chciała ,żeby Dave mnie zaprosił...-westchnęła Miranda, opierając głowę na dłoni.
- Dobrze wiesz, że ma dziewczynę.- powiedziała Fran. Szczerze mówiąc, miała już dość marudzenia koleżanki, jaka to,ona nieszczęśliwa, bo zakochała się w zajętym mężczyźnie. Co prawda to się stało chwilę przed tym jak jego status się zmienił. Ale mimo wszystko, nawet nie próbowała jakkolwiek zagadać.
Jak miała zamiar przekonać do siebie chłopaka, skoro nie była w stanie z nim porozmawiać. Odezwać się choć jednym słowem.
- Wiem, masz już dość tego mojego biadolenia, ale zrozum, ciężko mi.
- Kobieto! Ty nawet z nim nie rozmawiasz!- krzyknęła oburzona Newman.
- Nie prawda! Czasem prosi mnie o zadanie na angielskim, albo pyta się o różne rzeczy... - powiedziała ,bawiąc się zamkiem w swojej nowej torbie.- A ja mu chętnie na nie odpowiadam.
We Frances się gotowalo. Nie wiedziała co ma jej powiedzieć, do tego ten irytujący ton...
- Ale to nie zmienia faktu, że ma dziewczynę, a Ty nie masz szans na to, żeby Cię zaprosił. Koniec. Kropka.- wzięła głęboki wdech, by się uspokoić. Napełnienie świeżym powietrzem płuc, bardzo pomaga na rozluźnienie. Daje czas, chodź krótki, ale zawsze, do namysłu i skupieniu się na swoim zdaniu.
- A co z tobą? - zapytała Miranda.
Frances popatrzyła na nią zszokowana.
- Ale w jakim sensie?
- Co z twoim partnerem?
- Aaaa- powiedziała dziewczyna ,uświadamiają sobie jakie to było oczywiste. Nie chciała mówić koleżance, że to Frank jest kimś wymarzonym. Zaczęła by kombinować, aż w końcu źle by to się skończyło i Frances wyszlaby na nieudacznika, czy kogoś niedołężnego. - Aktualnie nikogo nie mam na oku. Jeżeli ktoś się nawinie to miło. A jak nie to pójdę sama. Dla mnie to nie jest żaden problem.
Może jednak był to w jakimś sensie problem albo dyskomfort, jednak Fran starała się te myśli oddalić na boczny tor.

New York, 2.05.2008



Mężczyzna oparl głowę na dłoni, usilnie próbując walczyć z opadajacymy powiekami. Właśnie profesor medycyny sądowej z uniwersytetu jakiegoś tam nie tak znanego jak Harward, Princeton, Oxford, czy nawet Yale, tłumaczył swoje nowe odkrycie, dotyczące odczytywania wieku denata z budowy szkieletu. Oczywiście nie odkrył niczego nowego, tego typu techniki były używane i znane dużo wczesniej ,ale dolozyl on jakąś "cegiełkę" i zauważył, kilka niedomówień i jus die uważa, za odkrywce.
Mężczyzna był szczerze niezadowolony z tego, że wysłali go na to seminarium, bo nie wnosilo niczego nowego. Zgodził się tylko dlatego, że chciał odwiedzić rodziców, którzy mieszkają w NYC od dłuższego czasu. Manhattan był od zawsze spełnieniem ich marzeń. Pełne bogatych snobow miasto, których można łatwo naciągnąć na kasę. Dlatego otworzyli tutaj swoją "uzdrawialnie". Coś jak medycyna alternatywna i spa w jednym. A że Amerykanie ,a zwłaszcza nowojorczycy, są bardzo chętni na tego typu "nowości",łatwo na nich zarobić.
- ... Dlatego wlasnie tak sie dzieje. Dziękuje państwu za uwagę .
Oklaski przebudzily mezczyzne. Po tym jak ze wyczekiwanym zakończeniu, wszyscy pośpiesznie wyszli z auli. Słychac bylo wszechobecne oddechy ulgi.
- Doktorze Newman?- zapytał ktoś zza pleców mężczyzny. Odwrócił się energicznie i przed sobą zobaczył profesora, który przed chwilą "odkrył Amerykę" przed wszystkimi zgromadzonymi.
- Tak?- zastanawiał się, co może chcieć od niego.
- Przepraszam doktora bardzo, ale jestem ciekawy pana zdania ,a propos mojego wykładu. Bardzo cenię pana zdanie, śledzę dokonania doktora.
Doktor Newman zaczął się zastanawiać nad tym co mu powiedzieć. Czy być szczerym ,czy nie. Cenił to ,że chłopak uważał go w jakiś sposób za autorytet, ale chyba najważniejsze, żeby być szczery.
- Powiem panu tak. Ameryki pan nie odkrył. Ta metoda jest znana na całym świecie i często jest używana przez patologów i antropologów sądowych.

Las Vegas 4.05.2008


PILNE!
Po przerwie na skwerku koło dębu!
See ya
Bob
Sms o takiej treści dostała na lekcji matematyki. Zdziwiła się lekko, bo Robert raczej nie był osobą, która potrzebuje pomocy, albo jakoś robiaca wokół siebie szum. Więc musiało się coś stać! Ale co... To pytanie nurtowalo Frances. Kiedy tylko rozbrzmiał dzwonek ,oznaczający koniec tej nudnej lekcji, zgarnęła wszystkie rzeczy do torby i prawie się wywracając wybiegła z sali. Już po około dwóch minutach znalazła się w umówionym miejscu. Kiedy tylko weszła na trawnik, stanęła jak wryta. Nie mogła uwierzyc w to co przed sobą widzi. Otworzyła szerzej oczy, po czym szybko je zamknęła, bo zrobiła to zbyt pośpiesznie, dlatego jej gałki oczne zaczęły się "suszyć". Ponownie je otworzyła i na wszelki wypadek przetarła. Jednak gdy ponownie je otworzyła to ciągle wisiało na drzewie.
" To musi być jakiś ,kurwa żart"- pomyślała, czytając po raz kolejny tekst na wielkim banerze, rozpostartym między dwoma skrajnymi gałęziami.

CZY PÓJDZIESZ ZE MNĄ NA BAL?

Głosił napis na dole. Dziewczyna zauważyła, że chłopak narysował strzałkę skierowaną na niego. Delikatnie się uśmiechnęła i zaśmiała. Liczyła na to, że ktoś inny ja zaprosi, ale biorąc pod uwagę w jaki sposób zostało jej zadane pytanie i z jak duża publika, nie mogła odmówić. Nawet jeżeli nie czuła, że to dobry pomysł.
Podeszła do chłopaka i kiwnęła głową.
- Pójdę z tobą.- powiedziała,a chłopak wziął ją w ramiona i aż promieniał ze szczęścia, że mu się udało.

W tym samym czasie...


Franek zauważył tą całą szopkę. Akurat przechodził z jednej klasy do drugiej, gdy,zauważył Roba z Crab, która stała jednocześnie zdziwiona i odrobinę zmieszana, jednak z uśmiechem szczęścia. Zdążył ją dobrze poznać, a takie emocje rozpoznawal z daleka. Zwłaszcza w jej wykonaniu.
Był zawiedziony. To on chciał ją zaprosić, może nie w taki sposób jak zrobił to Robert, ale też przygotował coś szczególnego.
Teraz to już po wszystkim. Nie cofnie czasu, żeby to zrobić. Żeby zdążyć.
Nie mógł patrzeć jak chłopak przytula Newman. Poprostu odwrócił wzrok, żeby nie katować się tym widokiem już dłużej. Teraz brakuje mu Dave'a. Dlaczego on akurat dzisiaj zrobił sobie wolne...
Frank już nie potrafił ukryć tego wszystkiego co sie w nim klebilo od dawna. Powiedział o wszystkim przyjacielowi dwa dni wcześniej. Briggs nie był bardzo zdziwiony tą wiadomością. Ale za to wytłumaczył Frankowi co o tym myśli i po prostu porozmawiali jak mężczyźni.
Chłopakowi to bardzo pomogło, ale przez tą całą sytuację znów w jego głowie jest jedno imię.

Frances

poniedziałek, 22 czerwca 2015

S.1 odc.7

Hej!
Mam nadzieję że nie rozczaruje was tym rozdziałem. Uważam, że jest niezły, ale nic się w sumie nie dzieje.
Dlatego dziękuję za komentarze ale chętnie poczytalabym więcej xd zapraszam do czytania i komentowania
Wiki


Pewność siebie polega na świadomości,
że możesz coś zrobić,
nawet zanim SPRÓBUJESZ.
~Duff McKagan ~



New York,  31.12.2007-1.01.2008

Nowy rok jest tak na prawdę jedynie umowną granicą. To wtedy wymyślamy nowe postanowienia, że życie się zmieni.A tak na prawdę nikt nie bierze ich na poważnie. Nie dąży do spełnienia ich.
Nowy Rok tak na prawde jest kontynuacją poprzedniego. Kontynuacją życia.
Co prawda w ciągu tego roku jesteś w stanie poznać nowych ludzi, czychają na Ciebie nowe przygody ,doświadczenia, zawody, rozczarowania, radości, uzależnienia, marzenia, cele, nowe przeszkody do pokonania, nowe prawa do przyswojenia, nowe odkrycia naukowe....
Ale tak na prawdę i tak by to było. Ciągle by istniał czas i rozwój. Zmiana daty tylko porządkuje odbieranie świata i pozwala go w jakiś sposób uporządkować. Aby panaowala HARMONIA ,a nie CHAOS.
Bo aby można było żyć, potrzebny jest porządek. Gdyby dopadła go anarchia... Nic by nie było takie samo. Panowała by jedna wielka samowola, która uprzykszała by życie, a nie była wolnością. Bo wolność musi być uwarunkowana jakimiś ograniczeniami.
Sylwester.
Nic nowegoC'est
Ogle to samo święto.
Ale jakby coś innego.
Jest podsumowaniem roku, żeby można było wejść w coś "nieznanego" z czystą kartą.
Nowy Rok.
Nowy Jork.
Czy to nie jest ironiczne?
- Od tego roku nie będę pił!- krzyknął mężczyzna w okularach, przechylajac kolejny kieliszek wódki. Poczuł znajome pieczenie w gardle i uśmiechnął się ponuro jakby sam do siebie. Wiedział o tym, że to tylko kolejne kłamstwo płynące z jego ust. Ostatnio tylko to potrafil. Kłamać. Ale musiał, żeby przeżyć. - I zapomnę o tej piździe. -dodał już szeptem.
Bar już powoli pustoszał, a mężczyzna ciągle siedział przy barze, licząc że ten Sylwester będzie inny. Że tym razem zapomni o wszystkim co go spotkało dotychczas. Zdawał sobie sprawę że źle robi. Że to jego wina ,że miłość jego życia odeszła od niego. Że pozbawił się rodziny. Ale on chciał dobrze, a one tego nie mogły zrozumieć. Dlaczego do nich nic nie docierało?
Ale przez jedną złą decyzje, życie stało się koszmarem. Już próbował z nim skończyć, ale co by to dało? I tak by nikt nie tęsknił ,nikt nie pamiętał o tym człowieku co zrobił wszystko dla rodziny. Tak, że teraz jej nie ma.
A co do Gerarda to jest przekonany że dla niego to tylko jedna osoba mniej. Nie znaczący procent tego co ma. O jednego upierdliwca mniej. Miał racje i dobrze zdawał sobie z tego sprawę.Jak nie teraz to i tak w końcu znajdzie sposób żeby go upierdolić. Bo czasem był mu kulą u nogi. Ale on wiedział za dużo. Wiedział coś czego nie wiedzial NIKT inny.
Kiwnał dłonią w stronę barmana na znak żeby polał jeszcze jednego.
Uniósł kieliszek w geście pozdrowienia.
- Za twoje życie. Żeby było lepsze niż moje.
Znowu poczuł jak piecze w gardle, tym razem było to znacznie mocniejsze uczucie niż wcześniej.


Las Vegas, 15.04.2008

He said,
"Lost my way
This bloody day
Lost my way"
Oh, please wash away
But blood stained the sun red today
Ta piosenka chodziła po głowie Frances, Ale dziewczyna nie mogła sobie przypomnieć tytułu. Wiedziała że to kawałek Metalliki, bo był to ulubiony zespół Davea. Kiedy byli wczoraj w Hard Rock Cafe chłopak jak tylko usłyszał tą piosenkę zaczął udawać że śpiewa do widelca. Alex udawał że gra na perkusji, a Franek na gitarze. Newman razem z Kateriną nie mogły przestać się śmiać z głupoty chłopaków.
Jedna z nich o mało co nie zaksztusiła się milkshake'm który właśnie piła ,kiedy Alex wsadził sobie rurkę do zęba i tak wybijal rytm. Ciężko może sobie to wyobrazić, ale wyglądało to tak jakby lew morski próbował przebić stół. I nie wiedzieć czemu cały czas mu się ten ząb wyginal.
He said,
"Lost my way
This bloody day
Lost my way"
Oh, please wash away
But blood stained the sun red today
-Ronnie!- krzyknęła podekscytowana Frances. Siedzieli właśnie na placu, bo była długa przerwa.
Dave i Franek popatrzyli na nią ze zdziwieniem.
-Cały czas chodzi mi,po głowie ta piosenka co wczoraj "graliście" .- powiedziała ostatnie słowo podkreślając i pokazując w powietrzu cudzysłow.
-Hahahaha- Briggs zaczął się śmiać po chwili dołączyła do niego reszta ponieważ, jego śmiech był bardziej zaraźliwy niż grypa.


Lyon 19.04. 2008


Starsza kobieta siedziała w swoim ulubionym fotelu w ogrodzie. Położyła ostrożnie swoje pomarszczone dłonie na podłokietnikach i położyła plecy wygodnie na oparciu. Lekki wiatr rozwial jej krótkie włosy, ale ona czuła ze tak było jej dobrze. Siedząc tak zawsze czuła się jak w 1970, kiedy to właśnie dzięki tej bliskości z naturą kupiła ten dom razem z mężem. Czuła się jak ta 20latka zapatrzona w miłość jej życia. Jak ta kobieta, która nieznajaca życia młoda osoba, dla której wszystko było możliwe. Dla której cały świat stał otworem.
Zawsze wtedy zamykała oczy i brała głęboki wdech, aby poczuć to świeże powietrze. Tak też było teraz. Wzięła głęboki wdech, a powietrze wypuściła ze swistem. To sprawiało ,że żyła.
- Moidmoiselle!- usłyszała krzyk z wewnątrz pomieszczenia.
-Que?- zapytała lekko piorytowana. Zawsze Anna przeszkadzała jej w najlepszym momencie. Nie miała wyczucia chwili. Tylko tym razem to nie była ona.
- Le telephone. C'est docteur !
Kobieta otworzyła szeroko oczy i ze zdziwienia, i zaniepokojenia. Doktor? Ale dlaczego? Szybko zerwała się z fotela i żwawo podeszła do słuchawki.
-Hallo?- zapytała, drżącym głosem.
- Tutaj Joe. Myślę że mnie pamiętasz. - uslyszawszy ten głos od razu uśmiech zagościł na jej twarzy.
-Joe. Ile to lat minęło?- powiedziała kobieta po angielsku z francuskim akcentem. Przypomniała sobie jak kiedyś mówili sobie ile dla siebie znaczą. Od razu po jej głowie zaczęły krążyć wszystkie wspomnienia. WSZYSTKIE. Te złe i te gorsze, te dobre i lepsze. Wszystkie.
- Troszeczkę.-słychać było ze uśmiecha się przez słuchawkę.
- Skąd masz mój numer?- zapytała z podejrzeniem.
- Słuchaj musiałem się skontaktować z tobą, a wiesz jak to jest. Jak ja to widzę. Jak ja to wszystko załatwiam.
- Niestety wiem.- powiedziała kobieta od razu sępiejąc. Nie wiedziała że jedna osoba może być jednocześnie ucieleśnieniem wszystkiego co najlepsze i wszystkiego co najgorsze. Jak to możliwe że ona jest taka niespójna?
- Dzwonią do Ciebie bo przyjeżdżam w tym tygodniu do Francji i chciałbym się z tobą spotkać.
- Nie jestem przekonana...
- Adele... Nie tęsknisz za tymi czasami kiedy byliśmy młodzi i wolni.- wiedział, że to jest jej słaby punkt. Znał ją bardzo dobrze. Mimo tych dzielących ich kilometrów i dziesięciu lat milczenia pamiętał wszystko.
- Joe... Proszę nie nalegaj. Nie wiem czy jestem na to gotowa. Pamiętasz ostatnie spotkanie... Nie chcę, żeby to się powtórzyło.
- Ale to nie będzie nic zoobowiązującego. Tylko Ty, ja i najlepsza kawa w mieście. D'orangerie? Dobrze zapamiętałam ?
Adele uśmiechnęła się do słuchawki. Trzymała ją kurczowo. Kotłowało się w niej tyle emocji, że to był jedyny sposób, którym one ulatywały. Westchnęła z bezradności. Znał ją dobrze i znał jej słabe punkty. Nie było możliwości, żeby się go pozbyć.
- Tak. No niech będzie. Ale tylko na chwilę. Nie dłużej niż godzinę.- nie chciała dodawać że nie będzie wtedy sama. Coś wwymysli. Tak,żeby córka się nie dowiedziała.
- Wspaniale! To zadzwonię do Ciebie jak tylko wyląduje i wtedy się umowimy.
- Zgoda. Do widzenia monsieur.
- Do zobaczenia Adele.
Kobieta odłożyła słuchawkę i cicho westchnęła. Zaczęła się zastanawiać co robi ze swoim życiem.


Las Vegas 22.05.2008

"Dlaczego to wszystko jest takie skomplikowane?"
To były pierwsze słowa zapisane dzisiejszego dnia w zeszycie. Siedział właśnie przy biurku, prracujac nad nowym numerem.
Do treści się zgadzał. Dlaczego napisanie jednej piosenki było dla mniego takie trudne. Miał już prawie wszystko to znaczy melodię. Tylko te przeklęte słowa.
Jego głowa była pełna pomysłów, a jednocześnie pusta i wypruta z jakiej kolwiek koncepcji. Co mu było z tego że wiedział o czym chcę pisać, gdy słowa nie przychodziły. Nie był w stanie nic wymyślić. Kiedy coś tylko napisał od razu przekreślał, bo mijało się to z celem. Co chwila kartki lądowały w koszu na śmieci. Powoli tworzył się z nich stożek. Kulki wysypywaly się z kosza lądując na ziemi. A tekstu jak nie było tak dalej nie ma. Alex chwycił się za głowę ,po czym przeczesal włosy. Jednak nie dało mu to takiego rezultatu, jakiego oczekiwał.
" Pożądanie"
Słowo ,które mignęło mu kiedy kartkował stary notes.
"Miłość "
"Złość "
"Sex"
"Upust"
"Emocje"
"Cisza"
"Stabilizacja"
"Głód"
"Pragnienie"
"Zawód "
"Zabawa"
Im bardziej skupiał się na słowach w notatniku, tym stawał się coraz pewniejszy. Chwycił za pióro i zawiesił je centymetr nad kartką. Poczuł jak ulatuje z niego ta ekscytacja i wena. Zdawało mu się ze jest jak trzcina wśród traw. Gdy nagle to powróciło z podwójną mocą. Albo nawet i potrójną. Poczuł przepływające przez niego natchnienie. Uwielbiał to uczucie i właśnie tego potrzebował teraz najbardziej.
Jego dłoń nieprzerwanie dotykała kartki. Pisał jakby w szale. Niczym huragan, który zostawia po sobie spustoszenie. Pisał jakby ktoś dyktował mu słowa ,jakby od tego zależało jego życie.
Opadł ciężko na oparcie krzesła, czując się pusty i wypruty z jakichkolwiek sił.

Może wyda się to dziwne, ale kiedyś mp3 a tym bardziej iPod nie funkcjonowały. O telefonach dotykowych nawet nikt nie marzył . Były to tylko marzenia świrów ,którzy kochali technologię. 
Życie wtedy wyglądało inaczej. Było trudniejsze, ale lepsze. Ludzie byli przez to mądrzejsi, sprytniejsi i inteligentniejszy. Umieli kombinować. 
Wracając do sprzętów odtwarzajacych muzykę. Szczytem pragnień wtedy był walkman. Pudełko, które mieściło całą płytę cd i jeszcze odtwarzało, było czymś niezwykłym. Było marzeniem każdego nastolatka. O mp3 i iPodzie nawet się nie marzyło. Na szczęście historia dzieje się w czasach ,kiedy oba te sprzęty zawładnęły młodzieżą z całego świata. Kto nie miał małego pudełeczka, które mogło przechowywać mnóstwo piosenek, był nikim. Takim Mr.Nobody.
Fran opierała się o "harmonijkę" umieszczoną na środku autobusu, którym jechała do szkoły. Z torby wypchanej po brzegi książkami wyciągnęła mp3 i włączyła losowe odtwarzanie. Wsadziła słuchawkę w jedno ucho. W nim rozbrzmialy znajome dźwięki "Paradise City", odcinając ją od tego wszystkiego, co działo się na zewnątrz. Nie słyszała już kłótni dwóch kochanków przez telefon. Nie słyszała starszej Pani narzekajacej do swojej wnuczki o bolące kolana. Nie widziała już tych wszystkich śmiejacych się wokół pustych, marnych podróbek barbie. Nie widziała nikogo. Została sama ze sobą. Ze swoimi myślami, ze swoją muzyką. Ze swoim światem, który był wyjątkowy i tylko jej. Pełnym infantylnych rozrywek, ale i powarznych rozmyślań i dorosłych zachowań.
Wrzuciła do torby sprzęt grający i włożyła drugą słuchawkę odpływając daleko od rzeczywistości. Milion lat świetnych stąd.

Dawno nie dotykał gryfu. Gitara wiernie czekała na niego, kiedy jej właściciel imprezował i spotykał się ze znajomymi. Spragniona była nacisku jego palców na jej stronach; delikatnych, a jednak wystarczająco mocnych szarpnięć. Ciągle brakowało jej Sidorisa. Była jego pierwszą miłością, jego muzą. A teraz ją porzucił dla swoich znajomych. Nagle mu się zachciało życia towarzyskiego. Poczuła się nie kochana, nie doceniona.
Teraz leżała w kącie oparta o stojak ,który miał już swoje lata i chwila moment, mógł się rozlecieć. Tylko że Franek tego nie zauważał, bo nie miał czasu. Lekceważył ją od jakiegoś miesiąca. Pokazując jak zmieniły mu się wartości w życiu. 
Miał siedemnaście lat. Wiek w tym wypadku gra rolę. Był w, tak zwanym etapie przejściowym, kiedy to szuka się siebie, swojej własnej tożsamości. Dąży się do niemożliwego i pragnie się być zauważonym. To wtedy kreuje sie system wartości, który co chwilę się zmienia, bo poznajesz smak czegoś nowego.
Nie można od niego zbyt wiele. To, że nie grał na gitarze przez ostatnie 3 tygodnie, nie oznacza, że o niej zapomniał. Wręcz przeciwnie, jego tęsknota się zwiększyła i zauważył ,że muzyka jest jedną z najważniejszych rzeczy dla niego. Dlatego, kiedy tylko wrócił do domu, rzucił plecak na podłogę i delikatnie chwycił instrument. Przejechał ręką po stronach, żeby zobaczyć czy Gitara jest nastrojona. Ale jak mogła być, skoro nie używana była przez tak długi czas. Sidoris zaczął majstrować przy pokrętłach ,aby ustawić odpowiednie brzmienie. Kiedy udało mu się uzyskać idealny dźwięk chwycił "C". Później D i e-dur. 
Uśmiechnął się pod nosem, kiedy zaczął grać "Sweet Emotion" Aerosmith.

niedziela, 7 czerwca 2015

S.1 odc.6

Hejka
Dzisiaj szybko, krotko i na temat... Albo i nie Xd w każdym razie przepraszam, że długo nie dodawałam. Nie moja winą... No dobra trochę, bo mogłam na telefonie dodać, ale miałam nadzieję że laptop się naprawi, niestety nie :/ a miałam tam tyle świetnych tekstów ;( Będzie mi ich brakować. Najgorsze że wy ich nie przeczytacie ;_;
Może uda mi się je odtworzyć ;) liczę na to głęboko. Dziękuję za cierpliwość ,Przepraszam jak zwykle za błędy i enjoy ❤



Las Vegas 6.12.2007
  Nadeszła ta chwila.
  Dziewczyna delikatnym ruchem założyła torbę na ramię i wyszła z klasy. Oczywiście jako ostatnia. Próbowała przedłużyć ten moment. Chciała mieć go za sobą, ale jednocześnie nie chciała być w trakcie tej rozmowy. To była najgorsza część tego wszystkiego. Starała się unikać chłopaka, jednak kiedy nie było to możliwe, udawała, że jest ok.
  Cicho westchnęła uśmiechając się do nauczyciela, czekającego aż wszyscy wyjdą, by w spokoju przygotować się do następnej lekcji. Mijała wszystkich uczniów. Widziała bardziej i mnije znajome twarze. Z tymi pierwszymi witała się, jeżeli do tej pory jej się to nie udało, a resztę obserwowała. Kilka par siedzących na parapecie, czy trzymających się za ręce. Uśmiechnęła się na widok dwóch dziewczyn tańczących przy wejściu na stołówkę. Często to robiły, żeby "rozweselić szkolną szarą masę". Przynajmniej tak mówiły. Jak na razie działało.
 Im bliżej celu, tym jej serce zaczynało mocniej bić. Nie była na to w pełnni gotowa... Albo poprostu bała się ,że jest.
 Zobaczyła jak siedzi przy ich stoliku. Bawił się rurką w swoim napoju. Serce przyśpieszyło, prawi wypadając z klatki piersiowej. Ręce delikatnie zaczęły się pocić. Bicie jej własnego serca zagłuszały jakiekolwiek dźwięki z zewnątrz. Nie mogła niestety na o nic poradzić.
Jak już zaczęła, to trzeba dopiąc sprawę do końca.

Wodził palcem wskazującym po jej plecach. Ona odpowiedziała cichym mruknięciem, odwracając się twarzą w jego stronę. Zadowolony uśmiechnąl się do niej zawadiacko i cmoknął ją w usta.
- Wiesz, że jesteś wspaniała.- wyszeptał. Dziewczyna słysząc te słowa, poczuła dreszcze przechodzące wzdłuż jej kręgosłupa. Delikatnie się zarumieniła, uśmiechając się przy tym.
- A ty niesamowity.- położyła mu dłoń na klatce piersiowej. On przykrył ją swoją, po czym objął ją jedną ręką.
Leżeli już w kantorku dłuższą chwilę. Przerwa zaczęła sie jakieś pół godziny temu,a le dla nich czas się zatrzymał. Byli w sobie zakochani, chodź rzadne z nich nie chciało tego. Bało się tego uczucia, jednak potrzebowali się siebie nawzajem, jak mysz sera. To była niesamowita więź.
- Musiimy się już zbierać.- powiedziała rozsądnie Katherina z tym swoim charakterystycznym akcentem. Chłopaka jeszcze bardziej to podniecało. Zaczął, jak to mężczyzna, narzekać, ae dziewczyna była nieugięta i wypchnęła Dave'a z materaca. Ten upadł na zimne linoleum i od razu podniusł się do pozycji pionowej. Oboje szybko się ubrali i złąpali za ręce.
Briggs przyciągnął dziewczynę do siebie i pocałował ją bardzo namiętnie, tak jak jeszcze nigdy. Dał jej tym do zrozumienia, że to dopiero początek. Kiedy sie od siebie oderwali, dziewczyna miała zaróżowione policzk i zrobiło jej się ciepło.
- Lepiej chodźmy, bo inaczej nigdy stąd nie wyjdziemy.- uśmiechnął się zadziornie chłopak. Dziewczyna zachichotała i wtuliła się w Dave'a.

Podnósł wzrok, a jego serce zaczęło bić mocniej, tak że nie by w stanie skupić się na niczym innym. Zastygł trzymając w lewej ręce rurkę z napoju. Na chwilę zamarzł. Jak to możliwe, ze jednak przyszła. Aż do teraz nie był pewny czy się pojawi.  I jest tu.
Szybko się otrząsnął i wstał. Bo tak wypada prawda?
-Cześć.- powiedział, po czym dziewczyna mu odpowiedziała tym samym.
Podszedł do niej i wyciągnął ręcetak, aby się przytulić na powitanie. Jednak dziewczyna wyciągnęła rękę. Oboje poczuli się niezręcznie. I zamienili się miejscami. Teraz to on trzymał rękę zwisającą w jej stronę, a ona miałą ręce gotowe do przytulenia. Frank uśmiechnął się do niej i wskazał ręką stolik.
- Może siądziemy, tak będzie bezpieczniej.- Frances uśmiechnęła się do niego, kiwając głową. Usiadła na przeciwko Sidorisa. Chłopak poprawił okulary.
- Wiesz...- zaczęli oboje. II znowu ten niezręczny moment. Oboje spłonęli rumieńcem.
- Zacznij.- poiwedziała.
- Nie,ty pierwsza. W końcu to ty chciałaś się spotkać.- uśmiechnął się do niej, a raczej wykrzywił usta w taki sposób, zeby imitowały kształt uśmiechu.
- Okej.- powiedziała, uśmiechając się, chodź nie miała ochoty. Chłopak nie mógł przestać się zachwycać jej urodą. Była dla niego idealna. Była, kimś niezwykłym. Kimś kto w ciągu kilku miesięcy, był w sanie wywrócić jego życie do góry nogami. Kimś kto go wprowadził na nowo do świata żywych. No, dobra głównym czynnikiem był Dave, ale to nie on sprawiał, że FRanek chciał być coraz lepszy. To ona dawała mu przez ten cały czas energię, chodź nie zdawał sobie z tego aż takiej sprawy. Teraz to wiedział. Teraz kiedy ona tu była patrząc na niego, tymi swoimi niesamowitymi oczami. Zakładając delikatnie kosmyk włosów za ucho.
Każdy jej gest był czymś niezwykłym, czego nie zapomni do końca swojego życia.
- Musimy wreszcie porozmawiać o tym co się stało na imprezie..- zaczęła. Chciałą mieć to już za sobą.- Wiesz to... - zawiesiła się nie będąc pewna co powiedzieć. No bo czym tak na prawdę to było. Niesamowitym doznaniem po którym chce więcej? Chce zobaczyć jaki Frank potrafi być czuły? Nie powie mu przecież tego. Nie było by to w jej stylu, ani nie zdobędzie się na takie wyznania.
-... było dziwne.- dokończył. Zobaczył minę dziewczyny i od razu pożałował, że to powiedział. Wyciągnął przed siebie ręce mocno gestykulując.
- Nie to nie tak. Nie o to mi chodziłó.- poiedział i rozlał swój napoój na stolik. Odskoczył jak oparzony i podszedł do Fran. Odciągnął ją od stolika, a sam sięgnął po plecak, aby wyciągnąć husteczki higieniczne.
- Przepraszam bardzo.- powiedział ścierając lepki płyn.- Nie powinno się ak stac. Za mocno gestykuluje! Jaki ja jestem głupi.
 - Nie jesteś.- powiedziała dziewczyna pmagając mu uporać się z czyszczeniem blatu.
Popatrzyli na siebie i uśmiechnęli. To był moment, w którym stało się dla nich wszysko jasne.

   Wróciła wcześniej niż się spodziewała do domu. Ulżyło jej kiedy wymieniła się dyżurami z Josie. Dzięki temu mogła kupic swoim córkom mikołajowe prezenty. Dla Frances kupiła koszulkę z logiem zespołu " Guns n' Roses", a małej Amy dużego brązowego misia, któego urała w czerwoną kokardkę na szyi. Pakunki położyła u każdej z dziewczyn w pokoju, po czym poszła do własnego. Przysiadła na brzegu łóżka. Odgarnęła spadające jej na twarz kosmki włosów izwiązała je w kitkę.
Prostując się, jej wzrok przykuła stojąca na komodzie szkatułka. Tam było wszystko na czym jej zależało. Pierścionek zaręczynowy, pierwsze mleczne zęby dziewczynek, kilka fotografii oraz złoty łańcuszek z diamencikiem. To była jedna z najcenniejszych rzeczy w pudełku. Była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Kobieta przypomniała sobie, jak babacia zawsze się śmiała, zepłynie w nim francuska krew.
A ona ją splamiła.
Ale nie zmieniła by nigdy niczego w swoim życiu. Gdyby przyszło jej się cofnąć w czasie, nie zmieniła by nic. No może oprócz tego, że starałaby się być częściej w domu, żeby mąż nie musiał się zajmować innymi rzeczami...

- Więc między nami wszystko w porządku?- zapytał, aby się upewnić. Dziewczyna kiwnęła głową, przytulając się do chłopaka.
- Jak najbardziej. Dziękuję, że to sobie wyjasniliśmy. Franio gdzie teraz masz?
- W 11a chemię, a ty?
- Fotografię w 8.
- To widzimy się, przy szafce Dave'a , jak zawsze?
- Jasne. Na razie!- machnęła przyjacielowi Frances. Nie była do końca zadowolona z takiego obrotu sprawy. Chciałą czegoś, ale oboje stwierdzili, że nie warto psuć tego wszystkiego, bo ile się zmają? Trzy miesiące?
Dla niektórych to bardzo dużo. Dla nich też,ale... No właśnie. Nie chcą psuć tego co mają, bo im wystarcza. Oboje chcą czegoś wspaniałego, chcą rozpalic tą iskrę,ale oboje są zbyt ostrożni, aby zburzyć mury. Może kiedyś.... Nie teraz.
Frances szła wzdłuż szafek, w stronę swojej, aby wyciągnąć książki. Cały czas pod nosem uśmiechała się delikatnie, bo w jej głowie ciągle żyło spotkanie z Frankiem.


poniedziałek, 6 kwietnia 2015

S.1 odc.5

Hej!
No i jak święta? Jesteście mokrzy?
Mam nadzieję, ze może być okej ten rozdział. Dużo moich przemysleń. No wiecie Derrick... Zresztązobaczycie ;p
No to jutro ostatni dzień byczenia się !!!! ;(
Enjoy the reading!
wiki

Im większe w człowieku wewnętrzne roz­bi­cie, poczu­cie włas­nej słabości, niepew­ności i lęk,
 tym większa tęskno­ta za czymś, co go z pow­ro­tem sca­li, da pew­ność i wiarę w siebie.
Antoni Kępiński


Las Vegas 30.11.2007

Delikatnie przejechał opuszkami palców po strunach, jakby to dotykał policzki kochanki. Uśmiechnął się myśląc o tym ile znaczy dla niego każda struna, każdy dźwięk, który się wydobywa z pudła rezonansowego. To uczucie ,które go ogarnia kiedy tylko pomyśli o nowym riffie, kiedy tylko usłyszy ta melodie w głowie.
 Coś co sam tworzy.
 Z myślą o kimś, o czymś,  o niej.
Tak o niej myśli ciągle. Ale nie ma to sensu. Przewróciła mu w głowie. Będzie następna. Musi być. Nie może nie być. Nie może tkwić ciągle w tej pętli, która tylko mu przeszkadza. Może to dlatego, że ona była pierwsza... Tak, pierwszą. Ale w sumie co się dziwić, zawsze był ofiarą,ofermą, kujonkiem, na którego nawet nie zwracano uwagi. Może to i dobrze.
"Ale Dave...  To wszystko przez niego."- cały czas miał to w głowie, ciągle analizował.
 "A może dzięki niemu? Już sam nie wiem. Nie mogę ciągle mówić, że to przez niego, może to dzięki niemu... To takie skomplikowane. To wszystko co dla mnie zrobił,to jest nieocenione."
Chłopak zaczął grać jedną ze swoich ulubionych melodii, mrucząc cicho tekst piosenki. Wiedział, że nie miał dobrego głosu i nie chciał psuć słuchu rodzicom.
  Grał z takim zaangażowaniem i pasją, że nawet nie zwrócił uwagi, gdy jego mama weszła do pokoju i zostawiła mu kolację na biurku. Przyglądała mu się jeszcze chwilę, opierając się o futrynę w drzwiach. Widziała jak syn reaguje na każdy z dźwięków gitary. Uważała, że ma ogromny talent, ale teraz to ciężko się wybić w takim świecie muzykowi, który gra z pasją. Jest tylu świetnych gitarzystów, którzy doszli do statusu "bogów gitary", że teraz taki chłopak i tak będzie przy nich blado wychodził. Nigdy nie zostanie porównany do takiego Hendrixa, czy Santany. Jednak dla niej Frank był najlepszym gitarzystą na świecie.
Chłopak skończył grać na swoim instrumencie uśmiechając się pod nosem, z powodu dobrze wykonanej pracy. Zauważył, że na biurku leży jedzenie i kubek herbaty. Rozglądnął się po pokoju jednak nikogo nie zauważył. Wzruszył ramionami i podszedł do biurka.

Las Vegas, 6.12.2007

- To jest o na czym powinniście się skupić.- powiedział mężczyzna, pisząc na prawie całą tablicę sowo "JA".- Ja. Ja teraz siedzę, ja teraz oddycham, ja piszę smsy- widzę że to robisz- powiedział wskazując na Agathe siedzącą z tyłu. Ona szybko schowała telefon do torby, z zawstydzeniem na twarzy.- Myślę, że nie będę przynudzać jakby to była zwykła lekcja.
Po klasie przeszedł zduszony chichot.
- Ja teraz do was mówię, wy się śmiejecie, każde z was się uśmiecha. Każde z was to osobne JA. Swoją drogą...- pokazał dłońmi na siebie.- Ja jestem Derrick. Niech teraz każdy się przedstawi. Obiecuję, że ie zapamiętam większości z was, ale w pewien sposób będzie wam łatwiej.- uśmiechnął się.
David stwierdził, że zaczyna się całkiem ciekawie. Oczywiście na pewno dużo ciekawiej niż, gdyby właśnie miałaby się odbywać lekcja angielskiego. Frances słuchała z ogromną ciekawością, co ten mężczyzna ma do powiedzenia. Zaczynało się ciekawie. Był studentem psychologi, ale nie był jak każdy. Miał swoje własne dziwne, ale ciekawe rozwiązania dla zwykłych problemów.
 Nauczycielka siedziała z tyłu, nie będąc zadowolona, z takiego obrotu sprawy. Miała ważną lekcję, a nagle dowiedziała się, że ma ją odstąpić jakiemuś studenciakowi. Skrzyżowała ręce na piersi i usiadła wygodnie na krześle, wywracając oczami. Chodź chłopak zaciekawił całą klasę i pierwszy raz widziała ich tak skupionych, nie chciała tego przyznać, że działał magnetyzująco i że jeśli tylko studiowałby anglistykę, nikt by nie opuszczał jego lekcji.
- Skoro wszyscy już znam swoje imiona, to... Do widzenia!- powiedział wychodząc. Wszyscy jęknęli z niezadowolenia. Derrick się uśmiechnął i zatrzymał w pół kroku.
- Co tak narzekacie?- zaśmiał się wracając na miejsce.- To tylko test. Widzę, że nawet Agatha oderwała się od swojego małego ekraniku, żeby zobaczyć co się dzieje.
Dziewczyna zarumieniła się.
- Wcale nie.- powiedziała cicho. Wszyscy się zaśmiali. Powszechnie wiadomo, że dziewczyna od kiedy dostała nowy telefon nie może przestać go używać.  Szybko schowała go do plecaka i oparła głowę na dłoni.
- Dobra. Więc "JA". Proste słowo, dwie litery, a jak wiele znaczy. No właśnie znaczenia słowa "JA". Kiedy słyszycie to słowo co wam przychodzi do głowy?- zapytał patrząc na każdą osobę w klasie jak na indywidualną osobę. Był niesamowicie pochłonięty tym co robił. Kiedy Fran się rozejrzała po klasie zauważyła, że wiele dziewczyn chciałoby odkryć przed Derrickiem swoje ja.
- Człowiek- powiedziała Kristie.
- Uczucia.- krzyknął Adam, z samego końca klasy.
- Emocje.- szepnęła Agatha, która nie była pewna tego co mówi.
- Osobowość!- krzyknął David. Newman się uśmiechnęła, widząc, że przyjaciel się tak zaangażował. Dawno tak nie było.
- Świetne skojarzenia!- powiedział Derrick.- Ale szukajcie może głębiej.
- Wa...- zaczął ktoś z tyłu.
- Nie tak głęboko!- przerwał mężczyzna. Cała klasa wybuchła śmiechem, razem z panią Smith, która dłużej już nie mogła udawać swojej obojętności.
- Miało być waga. - to była Pati, która zrobiła się czerwona. Derrick puścił do niej oko, na co zmieniła kolor na buraczany ,chowając twarz w dłoniach. Miło było patrzeć na takie zaangażowanie klasy. Fran dawno tak dobrze się nie czuła w szkole, na lekcjach.
Rzucane było jeszcze mnóstwo rzeczowników. W końcu tablica była cała zapełniona.
Mężczyzna popatrzył na tablice, a potem zwrócił się do uczniów.
- To wszystko to wasze "JA". Zauważcie, że jest bardzo skomplikowane. Ile z takich łatwych dwóch liter można wyciągnąć? Niesamowite, prawda?
Wszyscy zgodzili się z nim.
- Dlatego proszę was zastanówcie się co robicie. Jedno ja składa się na wiele czynników, jak widać. Nie warto więc psuć sobie życia, rezygnując z któregoś z nich. Myślicie, że bez.. no nie wiem- popatrzył na tablicę , łapiąc się za podbródek- uczuć da się żyć i być sobą?
Słychać było słowo "nie " z każdej strony.
- Ja też nie. A osobowość? Myślę, że jeżeli nie miałoby się osobowości, albo charakteru, zanikło by człowieczeństwo, a przede wszystkim INDYWIDUALNOŚĆ.- podkreślił ostatnie słowo, biorąc czerwony pisak i pisząc to słowo na wszystkich notatkach na tablicy.- Zapamiętajcie. Cały ten mój wywód miał na celu pokazanie, żebyście byli sobą, że jesteście pilotem swojego własnego samolotu...
Po sali przeszedł cichy szmer. Gdzieniegdzie słychać było śmiech.
"Porównanie nie codzienne i bardzo abstrakcyjne, ale żeby od razu się śmiać?"- pomyślała Newman, marszcząc czoło.
- Ej, nie marszcz się tak, bo się szybciej zestarzejesz.- szepnął jej do ucha Dave. Poczuła dreszcze przechodzące przez jej ciało. Zawsze tak miała, kiedy ktoś coś do niej szeptał. Czasem ją to denerwowało, bo miała wrażenie, że to uczucie jest tylko przeznaczone dla pary kochanków.
Odwróciła głowę w stronę kolegi i zgromiła go wzrokiem.
- Jeżeli wolicie powiem inaczej. Jesteście panami swojego losu. Chciałem wam bardziej zobrazować, ale widzę, ze to klasa humanistów,więc do was trzeba  inaczej- uśmiechnął się i wybuchnął śmiechem jak zresztą cała klasa. O dziwo najgłośniej śmiała się pani Smith.
- W każdym razie- podjął ponowną próbę , po opanowaniu się.- pamiętajcie o tym, żeby myśleć o sobie. Nie tylko w kategoriach co oni sobie pomyślą jak mnie zobaczą w tym stroju? Co powiedzą znajomi jak wyznam prawdę? Co pomyśli pracodawca jak poproszę o urlop? Czy będą się śmiać jak przyjdę w pidżamie do szkoły? Tak swoją drogą zdradzę wam tajemnicę. -zniżył głos do szeptu- Ja dzisiaj mam na sobie pidżamę.
Wszyscy zaczęli się śmiać. Derrick miał na sobie brązową koszulkę, wypłowiałą z logiem Coca- coli. Była wymięta, ale nikt się nie spodziewał, że to pidżama.
- Zacznijcie sobie zadawać pytania co JA czuję? Jak się Ja będę czuł w tym stroju? Czy to MI będzie łatwiej kiedy im wyznam prawdę? Zacznijcie myśleć osobie. Ważni są inni ludzie, ale jak to się mówi, chcesz coś zmienić zacznij od siebie. Teraz wejście głęboki wdech i powoli wypuszczajcie powietrze, a to wszystko z zamkniętymi oczami. Zróbcie tak z dwa razy, aby oczyścić wasz umysł. Pomyślcie o sobie. Co czujecie. Jakie macie podejście do tego wszystkiego. Uwolnijcie umysły od jakiejkolwiek myśli.
Nastała grobowa cisza. Słychać było tylko głębokie wdechy i wydechy. Wszyscy siedzieli w skupieniu. Frances próbowała uwolnić się od wszystkich myśli. Od Franka, pocałunku. Próbowała się uwolnić od tego co BYŁO i poczuć o co jest TERAZ.
Dave próbował się skupić, ale miał straszne problemy z koncentracją. Co jakiś czas uchylał powiekę, aby zobaczyć co się dzieje w okół. Wszyscy robili to co powiedział Derrick. Kiedy popatrzył na mężczyznę od razu zamknął oczy i powrócił do nieudolnych prób "wejrzenia w głąb siebie", bo psycholog patrzył na niego uważnie. Był rozbawiony tym jak chłopak łatwo się dekoncentruje. Jego usta automatycznie wykrzywiały się w uśmiechu. Po chwili klasnął w ręce.
- Myślę, że w jakiś sposób dałem wam do myślenia i teraz będzie wam dużo łatwiej podejmować decyzje i po prostu być sobą. Bo to najważniejsze. Nikt ciebie, ciebie czy tamtego kolesia z tyłu nie polubi jeżeli będziesz udawać, albo grać. Polubi twoją imitację, coś co nie istnieje, iluzję. Ale kiedyś zorientuje się, że coś tu nie gra. Pamiętajcie w swoim życiu czasem trzeba być egoistą, ale nie przesadzajmy dobra? No to...
Dzwonek rozniósł się po całej klasie. Wszyscy drgnęli. Byli tak bardzo skupieni na prelekcji, że nawet nie zauważyli ,gdy 45 minut zleciało jak z bicza strzelił. Słychać było odgłosy niezadowolenia.
- Jakbyście tak reagowali na koniec mojej lekcji.- zaśmiała się pani Smith. Niestety tylko ona się śmiała ze swojego marnego żartu.
" Biedna kobieta. Samotność nie służy, chyba że jednak ma tego męża... Ale obrączki brak..."- pomyślała Fran.
" Jest taka żałosna, ale taka seksowna"- pomyślał Dave, przygryzając lekko swoją dolną wargę.
- No dobra to na tym kończymy. Może się kiedyś spotkamy, ale mam nadzieję, że zapamiętacie ,że kiedyś na lekcji był taki idiota co uczył was czegoś o was samych. A nie, ze tylko dzięki... to znaczy przez niego nie mieliście angielskiego.- uśmiechnął się. Wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia rzucając Derrickowi przyjazny uśmiech i szybkie "Dziękuje".
Dla niego znaczyło to dużo. To była jego pierwsza prelekcja w szkole, ale było to bardzo miłe doświadczenie, które ma nadzieję, że się nie raz powtórzy.

- I jak?- zapytała Newman, kiedy wyszli z klasy.
- Eh... Ten koleś był spoko.- odparł Dave.
- Widziałam, ze nie mogłeś się skupić- zaśmiała się Fran. Chłopak rzucił jej przelotny uśmiech i kiwnął głową.
- Może troszkę. Zwłaszcza pod koniec.
- Właśnie!- powiedziała dziewczyna i sięgnęła do plecaka.- Mikołaj mi to zostawił dla ciebie. Musiał się pomylić. -chłopak się zaśmiał i chwycił mały pakunek.
- Co za zbieg okoliczności, bo u mnie było to samo.- oboje zaczęli się śmiać. Dave wyciągnął mały pakunek z kieszeni. Kiwnął głową dając znać dziewczynie, żeby otworzyła. W środku była zawieszka na telefon z napisem "Friend", bardzo zawiłą czcionką. Fran uściskała chłopaka, dziękując mu za tak uroczy prezent.
-Teraz ty moja czekolado.
- Dobra mleko!- kiedy otworzył pudełeczko, zaczął się śmiać. W środku znajdowała się mała figurka perkusji.- Dziękuję bardzo. Siema.- powiedział przybijając piątkę z kilkoma kolegami z drużyny koszykarskiej. - Właśnie, zapomniałbym, Tomas wrócił.
- Niby skąd? Przecież codziennie mijam go na korytarzu.- zaśmiała się dziewczyna.
- Nie ten Tomas. Tomas Wallen.
Dziewczyna zatrzymała się, łapiąc Briggsa za prawą rękę. Popatrzyła na chłopaka szeroko otwartymi oczami, po czym schowała twarz w dłoniach.
- Jak to?- zapytała rozhisteryzowana. Jakim cudem jej się to udało w ciągu kilku minut. Z uśmiechniętej ,radosnej dziewczyny w rozhisteryzowaną i zdenerwowaną.- Przecież... on... nie! Ale... Kurwa! No bo on... innej szkoły... a potem... dlaczego... po co.... Nie!
- Uspokój się.- powiedział chłopak łapiąc ją za nadgarstki. Dziewczyna popatrzyła na niego oczami pełnymi strachu.- Spokojnie. Wdech i wydech.
Frances zrobiła tak jak kazał jej przyjaciel. Poczuła się trochę lepiej, chodź mimo wszystko ciągle była wzburzona. Chłopak puścił jej dłonie.
- Ale on się przeniósł.- powiedziała już szeptem.
- Niestety, jego ojciec wrócił do Las Vegas, więc mamy problem.
- On znowu się będzie nade mną znęcał. To znaczy mnie prześladował. W sumie dla mnie to jedno i to samo. Nie dam rady. Chyba sama się wypiszę z tej szkoły.- powiedziała chodząc nerwowo w kółko.
- Spokojnie. Damy radę. - uśmiechnął się do przyjaciółki życzliwie. Wiedział, że to nic nie pomoże i mija się z prawdą, ale starał się. Nie wiedział co ma jej powiedzieć. Starał się więc sypać banałami. Banalnymi banałami, które uśpią jej czujność i stan wzburzenia.
- Nie ,nie damy. Dzięki, że próbujesz mi pomóc. A tak w ogóle skąd masz takie informacje?
- Hugo mi powiedział, bo oni ciągle utrzymują kontakt.
Dziewczyna przejechała dłońmi po twarzy.
- No trudno.- powiedziała. Popatrzyła przed siebie i zauważyła dobrze znaną brązową czuprynę.- E... Ja pójdę już w stronę sali. Przemyśle to wszystko. Dzięki, że mi powiedziałeś.- odparła, przytulając pośpiesznie Briggsa. I już jej nie było.
Dave był bardzo zdziwiony, ale jak już kiedyś zauważył nie ogarniał dziewczyn. Westchnął, uśmiechając się pod nosem i odwrócił się. Zauważył Franka opierającego się o parapet i czytającego jakąś książkę. Podszedł do przyjaciela i przybili sobie piątki.
- Co czytasz?- zapytał, chłopak.
- Rekreacyjnie biografię Jimiego Hendrixa.- uśmiechnął się, pokazując okładkę.
- Wow. No to jak skończysz to koniecznie pożycz... Chodź od razu informuję, że nie wiem kiedy oddam.
- Haha no niestety zdaję sobie z tego sprawę.- Briggs udawał naburmuszonego, a Sidoris, żeby go rozweselić uderzył go w ramię.Podziałało.
- Tak swoją drogą widziałeś Frances?- zapytał Frank, niby mimochodem. Oczywiście Dave wyczuł nieudaną próbę.
- Jeszcze nie rozmawialiście?- zdziwił się. Brunet pokręcił przecząco głową.

" Spotkajmy się na długiej przerwie"- sms o takiej treści dostał jakieś pięć minut wcześniej, jednak czytał go co chwila na nowo, nie mogąc uwierzyć w treść.  Dziewczyna przez cały tydzień starała się unikać go, a jak trzeba było to starała się nie dać po sobie poznać, ze nie czuje się dobrze w towarzystwie chłopaka.
- Frank!- krzyknęła nauczycielka.- Co ty robisz?
Chłopak pośpiesznie schował telefon do kieszeni jakby nigdy nic.
- Nic.- powiedział pośpiesznie. Pani Shelby nie była do końca przekonana, jednak chłopak na ogół nie sprawiał kłopotów wychowawczych ,więc przymknęła na to oko i wróciła do omawianego wcześniej tematu.
Frankowi ulżyło. Teraz tylko patrzył na wskazówki zegara, próbując przyśpieszyć czas.

Schowała pośpiesznie komórkę do plecaka.
" Po co to zrobiłam?"- zapytała sama siebie. Co ją podkusiło do  czegoś takiego. To chyba ta cała prelekcja Derricka.
UGH!
No już za późno.


niedziela, 22 marca 2015

s.1 odc.4

Hejo!
Niespodziewanie dodaję następny rozdział ;p Mam nadzieję, że się spodoba chodź troszkę i..cóż więcej pisać ;)
Czytasz = komentujesz
Bardzo motywuje dlatego proszę o komentarze.
No i dedykuję ten rozdział Illusion i Beautiful Disaster ;)
Wiki

Dob­re chwi­le dzi­siej­sze­go dnia są smut­ny­mi wspom­nieniami jutra.*
~Bob Marley~


29.11.2007  Las Vegas 



  Słychać było muzykę już przecznicę od miejsca, do którego jechali. Cała trójka była podekscytowana tą imprezą, nawet jeżeli nie wszyscy chcieli się od tego przyznać. Dawno nie robili niczego razem, a to była idealna okazja, żeby nadrobić stracony czas.
Dave miał straszne problemy z zaparkowaniem Caroline, bo wokół domu było pełno samochodów. Ani odrobiny wolnego miejsca. Kiedy kierowca, po wielu wiązkach przekleństw, które doprowadzały resztę do śmiechu, znalazł miejsce i udało się zaparkować.
  Zapukali do drzwi, chodź wiedzieli, że to było zbędne. Po chwili drzwi otworzył chłopak, który od razu pobiegł za krzaki. Popatrzyli z obrzydzeniem na całą sytuację i weszli do środka.
Jak można się było spodziewać ludzie byli wszędzie. Nie mieścili się w całym domu, na szczęście gospodarz miał duży ogród, gdzie znajdowała się największa ilość imprezowiczów. Od razu ruszyli w stronę kuchni, bo to tam najprawdopodobniej znajdował się gospodarz. Po drodze spotkali kilka znajomych twarzy i jeszcze więcej nieznanych ludzi. Jenak nie przejmowali się tym. Frances idąc ciągle ruszała się w rytm muzyki. Co jakiś czas czuła na sobie wzrok jakiegoś chłopaka, ale nie ruszało jej to. Miała przy sobie swoich dwóch bodyguardów, więc czuła się bezpiecznie. Jeden z nich miał straszny problem z torowaniem drogi, bo im bliżej kuchni, tym robiło się gęściej. Nie rozmawiali, bo minęłoby się to z celem. I tak by się nie usłyszeli. W końcu dotarli do gospodarza. Briggs przybił z nim piątkę i przedstawił Franka, a Newman zachowując zimny dystans, uścisnęła mu dłoń.
- Witam, bawcie się dobrze.- powiedział uśmiechając się i zerkając znacząco na Fran. Ona przewróciła oczami i pomyślała, ze nic się nie zmienił. Ten mężczyzna jest poprosut bezczelny.
- Musimy pogadać.- powiedziała do Alexa. Widać było w jego oczach przez krótką chwilę błysk. "Nie masz na co liczyć"- pomyślała Newman i chwyciła chłopaka za ramię, wyciągając go na zewnątrz, gdzie było znacznie ciszej.
- Jest taka sprawa... -dziewczyna zaczęła. Chłopak przysunął się odrobinę bliżej. Frances odepchnęła go na długość swoich rąk.- Nie o to chodzi.- mina Alexa, przypominała smutnego szczeniaczka, jednak Fran wiedziała dobrze, że za chwilę wokół DeLeona zgromadzi się wianuszek dziewczyn do przeruchania. - Chciałam ci.. Od razu informuję, że mówię to z wielkim bólem serca, ale... wyb...wyba...wybaczam ci.
  Newman odetchnęła z ulgą, że już jej się udało wypowiedzieć te słowa. Chłopak, z początku nie rozumiał o co właściwie jej chodzi. Jego mina idealnie to wyrażała. Dziewczyna lekko się uśmiechnęła widząc to.
- Dziękuję- powiedział niepwenie. Ale potem go olśniło.- Chodzi ci o ostatnią imprezę?- chciał się upewnić. Dziewczyna kiwnęła głową. On uśmiechnał się i szybko ją przytulił.- Dzięki Frances. Na serio było mi długo z tego powodu... W każdym razie cieszę się, że mi wybaczyłaś.
Dziewczyna miała teraz mętlik w głowie. Nie mogła zrozumieć co tu właściwie się stało. To było... dziwne. Od kiedy Alex jest taki... miły?
Fran uśmiechnęła się do niego i poszła w stronę chłopaków.

Ciągle zastanawiało go o czym rozmawiają. No nie można powiedzieć, że nie był ciekawski. Był baaaaaaaardzo ciekawski i to była jego największa wada. Lubił wiedzieć, wszystko.
- Dave.- stuknął go  w ramię Frank. - Wróć do mnie.
Chłopak uśmiechnął się do kolegi  i chwycił do ręki kubek z alkoholem, leżący na blacie.
- Nie ciekawi cię o czym rozmawiają?- zapytał prosto z mostu.
- Wiesz... Jak każdy normalny człowiek tak, ale jak każdy normalny człowiek zdaję sobie sprawę, że nie mogę wiedzieć wszystkiego.
- Poza tym - dodał po chwili Sidoris.- To sprawa między nimi.
Dave popatrzył na niego z niedowierzaniem. Jak mogło go nie ciekawić coś takiego? W rzeczywistości Frank, był tak samo ciekawski jak Briggs, ale umiał stłumić to uczucie w sobie. Już nie raz to robił. Tą zdolność opanował do perfekcji.
- Nie wierzę ci. - uśmiechnął się czarnoskóry kolega.
Frank wzruszył ramionami.
- Jak chcesz.- sięgnął za siebie i wyciągnął zza pleców butelkę wódki. - Masz ochotę?
- Ja? Zawsze.- zaśmiali się. Frank nalał trochę alkoholu i dodał soku żurawinowego. Oboje napili się w tym samym czasie.
" Jakie to zajebiste"- pomyślał Sidoris, opróżniając zawartość kubka w ciągu chwili.
Właśnie przygotowywał sobie kolejnego drinka, kiedy podeszła do nich Fran. Uwiesiła się na obu chłopakach i krzyknęła im, że też chce jednego. Bez problemów Frank przygotował kolejnego drinka. Ledwo co odłożył karton z sokiem, dziewczyna już wzięła wielkiego łyka.
- To co bawimy się?!?- krzyknęła zataczając ósemkę biodrami. Chłopcy popatrzyli na siebie z niemym pytaniem na twarzy, jednak kiedy zobaczyli, że dziewczyna powoli się oddala, ruszyli za nią. Od razu porwał ich dziki tłum. Wszystkie spocone ciała tańczyły w rytm piosenki Star Styles - " Keep on moving"**. Oczywiście trójka przyjaciół nie mogła się wyłamać. Każdy z nich tańczył jak najlepiej potrafił.
 Dobra nie oszukujmy się. W większości to było tylko gibanie się w rytm muzyki. Można to zaliczyć do tańca. Ważne, że jest w rytmie... chodź Fran co jakiś czas go gubiła, ale to tylko dlatego, że dziewczyna w jednej ręce miała drinka, więc, aby uniknąć utraty napoju, trzeba poświęceń.

Poczuł jak ktoś próbuje się przecisnąć między nim, a Davem. Popatrzył za siebie i zobaczył bruneta w lekko kręconych włosach.
- Hej- przywitał się po raz kolejny Alex.- Wiecie mamy dla "vipów"- tutaj zrobił cudzysłów palcami- grę w butelkę. Wchodzicie w to?
Cała trójka popatrzyła na siebie.
- Tak.- powiedzieli jednocześnie. DeLeon uśmiechnął się i zaprowadził ich na górę. Fran jeszcze nigdy tutaj nie była, chodź odwiedziła kilka razy Alexa... z pewnych powodów. Weszli do pierwszych drzwi po lewej stronie. Było już w środku kilka osób. Niektóre wydawały się Frances znajome inne były całkowicie obce. Alex klasnął w dłonie i przedstawił wszystkim nowo przybyłych.

- No to zaczynamy.-powiedział gospodarz. Wszyscy usiedli w kółeczku. Ktoś położył na środku butelkę i gra mogła się zacząć.
-To ja kręcę pierwszy.- poinformował Alex. Frances nie była zdziwiona, że własnie tak postąpił. Nie tylko chodziło o to że jest gospodarzem, ale także o to, że kochał być tym pierwszym, poczuć to bycie w centrum uwagi. Oczywiście chłopak był bardzo pewny siebie i wiedział, że dziewczyny go pożądają. Między innymi dlatego na tej imprezie zdążył już poznać bliżej dwie dziewczyny.
  Szyjka butelki wskazała na jedną z nich w fioletowych włosach, imieniem Devone. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało do chłopaka, wyraźnie dając znak , że czekała na to od początku. Alex podszedł do niej i pochylił się składając na jej ustach namiętny pocałunek. Frances i Franek jak  na komendę odwrócili wzrok. Obydwoje czuli się zażenowani o dziwo z tego samego powodu. Ta dwójka całowała się coraz to bardziej nachalnie.
- Może znajdźcie sobie jakiś pokój!- krzyknął Dave. Kilka osób się zaśmiało łącznie z Alexem, odchodzącym od Devon.
- Może później Dave.- powiedział to puszczając do niej oczko. Ona się cicho zaśmiała i zatrzepotała rzęsami. Było to zachowanie typowo dziwkarskie, zdaniem wielu osób  w tym pomieszczeniu. - To idziemy dalej. Devon.
  Dziewczyna zakręciła butelką. Wypadło na Dave'a. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Chłopak chwycił za butelkę i zakręcił. Wypadło na jakąś dziewczynę. Była to rosjanka, Katherina, mało kto ją znał, bo znalazła się tutaj przez przypadek. Spotkała chłopaków z zespołu gospodarza, na jednym z ich koncertów.
  Podeszli do siebie i zaczęli się całować. Nie trwało to długo, jednak chłopakowi bardzo się spodobało. Katherina była taka delikatna, zwłaszcza wtedy, kiedy się całowali.
Kiedy skończyli i usiedli na swoje miejsca, dało się zauważyć, że dziewczyna ma lekkie wypieki na twarzy. Frances zdziwiła się widząc to. Może coś potem się stanie...
  Katherina wzięła butelkę w rękę i uśmiechając się pod nosem, zrobiła to co trzeba było. Wypadło na Franka. W głębi duszy, chłopak miał nadzieję, że nie zostanie wybrany. Zszokowało go to i przez chwilę się nie ruszał. Zaklnął się w duchu za to, że dał się namówić. Dobra może i chciał, ale nie pomyślał,że musi wziąć w tym udział. Wszyscy parzyli na niego wyczekująco. Frances już wyczuwała, że kolega nie jest pewny tego wszystkiego. Jednak kiedy chciała już coś powiedzieć, chłopak chwycił butelkę i zakręcił. Nie wiadomo dlaczego, ale wzbudziło to duże napięcie wśród zgromadzonych. Po chwili szyjka butelki wskazała zszokowaną Fran. Oboje nie czuli się dobrze z tym wszystkim. "Głupia gra"- pomyślał Frank. Ale dziewczyna już wstała. Chłopak także. Podeszli do siebie.
- Jeżeli tego nie chcesz to mi powiedz. Coś wymyślę.- wyszeptał Frank.- Wiesz już i tak uchodzę za ofermę.
- Nie, nie psujmy zabawy.- powiedziała Frances, ale nie była pewna tego wszystkiego. Strasznie się zdenerwowała. Miała pocałować właśnie przyjaciela. Chłopak wziął głęboki oddech i pochylił się nad dziewczyną. Delikatnie musnął jej wargi, lekko wpijając się w jej usta. Ich pocałunek nie trwał nawet dwóch sekund, bo Franek wiedział, że to nie jest coś przyjemnego dla Fran. Ale spełnił jedno ze swoich skrytych marzeń ,o których nawet nie miał pojęcia. Dziewczyna była bardzo zszokowana. Nie wiedziała, że chłopak wyczuł, że to jest nie komfortowe. I chciał dla niej dobrze. " Ja cie, jaki on porządny i kochany."- pomyślała, dotykając delikatnie palcami warg, siadając na swoje poprzednie miejsce.

Dave był zszokowany.
'Akurat oni musieli razem się całować? Biedna Fran, pewnie była zażenowana. Wygląda na skołowaną"- uśmiechnął się do niej ciepło, ale ona nie była w stanie mu odpowiedzieć tym samym. Ciągle myślała o tym co się stało. "Co to było? Ja już nic nie wiem." Szybko chwyciła za butelkę i ją zakręciła. Wypadło na jakiegoś chłopaka. Franek czuł się... dobrze. Bardzo mu się to spodobało, ale wiedział jednocześnie, że Frances jest kobietą i tego nie puści mimochodem. To w sumie dobrze, bo sam ciągle o tym myślał. Popatrzył w stronę dziewczyny. Była zamyślona ,ale udało im się nawiązać kontakt wzrokowy. Uśmiechnął się do niej delikatnie, ona też to robiła.
" Chyba właśnie się pogodziła z tym co się stało."- pomyślał.

  Nie mogła się skupić już na reszcie. Ludzie się co chwila całowali, ale ona nie zwracała na nich uwagi. Cały czas myślała o Franiu. Zresztą on także nie mógł zapanować nad wirującymi w głowie myślami.  Ledwo musnęli się wargami, ale i tak dla obojga było to coś więcej.
Po chwili Frances wstała i po prostu wyszła. Dave i Frank popatrzyli na siebie zaskoczeni. Briggs dał niemy znak chłopakowi, żeby został. Sidoris niechętnie, ale się zgodził.

- Fran co jest?- zapytał Dave przekrzykując głośną muzykę. Dziewczyna popatrzyła na niego,chwytając się za ramiona.
- Poprostu chcę już wrócić. Pójdź po Sidorisa, a ja czekam w samochodzie.- i ruszyła w stronę drzwi. Chłopak chwilę się wachał, jednak po chwili pokiwał głową i ruszył w stronę pokoju "vipów" po przyjaciela.

*The good ti­mes of to­day are the sad thou­ghts of to­mor­row.  
** <klik> <--- link do piosenki ;P Tylko proszę nie przestraszcie się xD


sobota, 14 marca 2015

S.1 odc.3

Hejka!
No tak się zebrałam w sobie i postanowiłam dodać coś nowego. Ciągle takie sranie w banie, ale myślę, że już niedługo zacznie się coś dziać. Mam już trochę materiału, ale muszę po prostu zacząć go wykorzystywać ;) Nooo... i nie wiem co jeszcze. Miło mi będzie jak zostawicie jakiś komentarz, bo to na serio bardzo motywuje, taką osobę jak ja ^^ Lubię się dowiadywać co was interesuje w moich wypocinach, a co mam poprawić ;)
Więc zapraszam do czytania ! ;)
Wiki
Człowiek zbu­dowa­ny jest z prze­ciw­ności,
 w tym całe je­go dra­matyczne bo­gac­two i urok. 
~Jalu Kurek~


28.11.2007Las Vegas


  Kiedy tylko zadzwonił dzwonek ogłaszający koniec lekcji, Dave szybko zebrał wszystko ze swojej ławki i wrzucił do plecaka. Szybko wybiegł z sali, potrącając ramię Fran i pokazując, żeby szła za nim. Dziewczyna była bardzo zdezorientowana, ale ruszyła za chłopakiem. Próbowała po drodze coś z niego wyciągnąć, gdzie idą i dlaczego tak pędzi. Nie chciała już marudzić, że musi iść do domu, bo mama idzie na dyżur i musi się zająć siostrą.
Chłopak w odpowiedzi  cały czas mówił, że muszą znaleźć Franka. Dziewczyna, kiedy usłyszała to po raz trzeci, przewróciła oczami, ale podążała za kolega jak cień.
Kiedy tylko ujrzał kolegę od razu do niego pobiegł. Fran już nie miała siły w nogach, więc doszła do chłopaków chwilkę później.
- Kurwa Dave. Ja ci kiedyś coś zrobię!- krzyknęła zwracając na siebie uwagę kilku uczniów, którzy jednak po chwil  zajęli się własnymi sprawami.
- Spokojnie ,spokojnie.- powiedział wyciągając dwie ręce do przodu, chcąc uspokoić tym dziewczynę. Na próżno. Trochę się uspokoiła, jednak w środku ciągle była wulkanem, który był tylko uśpiony.- No to chciałem z wami ustalić jedną rzecz. Alexander zaprosił mnie na imprezę i mogę przyjść ze znajomymi...
- Nie.- powiedziała Frances.
- Ale nie skończyłem!- powiedział chłopak nie zadowolony z takiej odpowiedzi.
- Nie i koniec. Po pierwsze muszę się opiekować Amy, a po drugie Alexander.
- Co z nim?- zapytał zdezorientowany Frank.- Tak swoją drogą, kto to jest?
- Mój znajomy z wcześniejszej szkoły. A Fran ,nie wiem dlaczego, go nie lubi. To jest spoko koleś.
- Tak jasne.- powiedziała z pogardą.- Tylko, że on nie próbował cię przelecieć jak jakąś dziwkę!- powiedziała już o dwa tony wyżej, jednak jeszcze nie krzycząc. Przypomniała sobie jak to było.

  Gadała sobie chwilę z Alexem tak po przyjacielsku. Napili się trochę, ale nie jakoś dużo. Przy najmniej ona. Chłopak ubzdurał sobie, ze Fran wysyła jakieś "sygnały", co oczywiście mijało się z prawdą, bo chciała tylko sobie z nim pogadać i dobrze się bawić. Zaczął się do niej przystawiać. Powoli przysuwał się i delikatnie głaskał ją po policzku. Ona odsunęła jego rękę od swojej twarzy, jednak on uznał to za zaproszenie i zaczął wodzić ręką po jej brzuchu, pnąc się coraz wyżej. Coraz nachalniej wodził rękami po jej tułowiu, a ona próbowała się wydostać. Kiedy zauważyła moment, w którym chłopak stał się trochę mniej pewny siebie, od razu uciekła od niego. Biegła w stronę Dave. Alexander oczywiście podążał za nią, ale kiedy ta znalazła się w ramionach swojego kolegi, od razu się zatrzymał. W oczach widać było złość. 

  Poczuła, że w oczach stają jej łzy. Frank to zauważył, kładąc jej rękę na ramieniu. Dziewczyna jednak wyrwała się chłopakowi. Był zszokowany jej zachowaniem. Nie tego się spodziewał.
Dał jednak jej spokój, ale stał niedaleko w pogotowiu, gdyby potrzebowała jakiejkolwiek pomocy. Frances przetarła wierzchem dłoni oczy, tak aby żadna kropla nie wydostała się spod powieki.
- Jak chcesz. Chciałem was wziąć  ze sobą ,bo chce się dobrze bawić. A nie dla jakiegoś tam Alexa. - powiedział Briggs, a po chwili dodał wskazując na Newman. - A dla twojej wiadomości, długo nie mogłem mu wybaczyć tego co ci zrobił. Ale po rozmowie i kilku siniakach, wybaczyłem mu. Bo wiesz co? Tacy są ludzie. Nie są idealni. I jeżeli coś źle zrobią to tylko ci honorowi potrafią się do tego przyznać i przeprosić.
  Dziewczyna miała teraz mętlik w głowie. Czy coś jej sugerował, czy po prostu tłumaczył jaki ma do tego stosunek i, że powinna porozmawiać z chłopakiem, który ją tak skrzywdził?
W głębi duszy znała odpowiedź na to pytanie, a czas ją gonił, więc po prostu przytaknęła.
- Dobra idę, ale tylko jeśli Franio idzie z nami.- powiedziała uśmiechając się. Dave tego nie rozumiał jak w ciągu sekundy może się jej humor zmienić? To nie jest najnormalniejsze zachowanie, ale wiedział, że nie ma na to wpływu. Zauważył, że większość dziewczyn tak ma, że ona nie jest jedyna z tym swoim dziwactwem.
- Jasne- powiedział drapiąc się po głowie i lekko uśmiechając. Czuł  się trochę dziwnie. Ta dziewczyna... była jak wulkan. Co jakiś czas wybuchał, żeby później się uspokoić.
- Świetnie, czyli jutro o siódmej jestem po ciebie.- powiedział do Fran. Dziewczyna kiwnęła głową i szybko pożegnała się z każdym z chłopaków. Dało się jeszcze słyszeć krótkie "pa" i już jej nie było. Niczym struś pędziwiatr ze "Zwariowanych Melodii".
Chłopcy odeszli w stronę szafek dogadując wszystkie szczegóły.

Amy jak to młodsza siostra nie dawała spokoju. ale nie tak jak zwykle. Teraz to po prostu Fran miała ochotę ją rozwalić o ścianę. Na prawdę nie rozumiała co się dzieje z jej małą siostrzyczką. Ciągle tylko biegała, śmiała się, wywracała wszystko, rozrzucała, śpiewała...
Nie był w stanie tego ogarnąć. W pewnym momencie już nie wytrzymała i dała się ponieść emocjom. Krzyknęła, a raczej warknęła i usiadła zdenerwowana na kanapie, krzyżując ręce na piersiach. A dziewczynka ciągle robiła swoje, nie zwracając uwagę na zdenerwowaną siostrę.
Fran wzięła do ręki gwizdek, który nie wiadomo czemu leżał na kanapie pod jej plecami i napełniając płuca najbardziej jak się dało, wypuściła powietrze. Cały pokój ogarnęła wielka cisza. Nawet mała Newman przystanęła, patrząc wielkimi oczami na siostrę. Ciągle w uszach odbijał się, wydobyty przed chwilą dźwięk gwizdka.
- No- powiedziała Frances.- I tak ma być, Amy. Teraz już przesadziłaś.
- Ale..- zaczęła mała.
- Nie ma ale. Dzisiaj nie mam ochoty słyszeć twojego darcia się. Nie mam już siły.
Małej zaszkliły się oczy. Właśnie miała złapać różowego kosmitę, a Fran nie dała jej takiej możliwości. Była już tak blisko, już łapała do za koszulkę... I ten dźwięk głupiego gwizdka.
- Gdybyś nie zagwizdała byłoby po wszystkim!- powiedziała tupiąc nogą.
Starsza siostra popatrzyła tępym wzrokiem na Amy, nie rozumiejąc o co jej chodzi.
- Mogłam złapać, tego kosmitę ,a ty...ty.. Wszystko zepsułaś.- powiedziała odwracając się plecami.
Fran uśmiechnęła się do siebie i podeszła do małej czochrając jej włosy.
- Następnym razem ci się uda, a teraz chodź. Wybierzesz sobie coś na kolację.
I mała zapomniała już dlaczego się gniewała na starszą siostrę. Zrobiła jej najpyszniejsze naleśniki z marshmallow... Jak tutaj jej nie kochać?

29.11.2007Las Vegas

  Przechodząc obok lustra, nie mogła przejść obojętnie. Poprawiła włosy i przyglądnęła się sobie. Lekko pofalowane włosy ciemny blond, opadają jej na ramiona. Delikatne piegi zdobiły jej nos, ale widać je było najbardziej, gdy słońce dawało o sobie znać. Jej oczy wydawały się z początku brązowe, jednak kiedy przyjrzeć się dokładniej można zobaczyć, że też jest w nich nuta zielonego, co nadaje im odrobinę głębi. Trudno ujrzeć to w oczach bardzo brązowych.
  Uśmiechnęła się do siebie myśląc, że przynajmniej w lustrze jest ładna. Nie lubiła tej części siebie, która tak uważała, bo było to dla niej trochę egoistyczne i szybko zmieniała zdanie. To wrażenie, kiedy tylko widziała się gdzieś w witrynie sklepowej czy na zdjęciu od razu mijało. Co widziała w lustrze nagle okazywało się kłamstwem  Niektórzy mówili, że przesadza. Może tak było, ale nic nie zmieni jej zdania, co do tej jednej rzeczy była pewna.
  Przejechała jeszcze tylko delikatnie rzęsy tuszem, ale nie przesadzała, żeby nie wyjść na pustą dziunię. Usłyszała delikatne pukanie w drzwi.
 Dave. Tylko on tak robił. Każdy normalny człowiek dzwonił dzwonkiem do drzwi, ale nie on. "TRADYCJONALISTA"- pomyślała uśmiechając się pod nosem. Szybkim ruchem otworzyła drzwi.
- Cześć.- powiedziała patrząc na przyjaciela. Chyba wreszcie mogła tak powiedzieć. Nie ma co się rozdrabniać. Był osobą na której mogła polegać,ale dlaczego akurat teraz to do niej dotarło?
- Siema. - powiedział szczerząc się .- Wyglądasz niesamowicie.
Dziewczyna tylko wykrzywiła twarz w grymasie typu "nie żartuj sobie ze mnie." Miała na sobie czarne jeansy i koszulkę na ramiączkach, również czarną, która lekko prześwitywała. Nic nadzwyczajnego. Do tego na nadgarstek założyła duża bransoletę z ćwiekami. Nie, to nie był pieszczoch.
- Chodźmy już.- powiedziała Frances, chwytając chłopaka za rękaw i prowadząc do jego starego rzęcha.- Mam tylko nadzieję, że się nie rozleci.
- Ej, ej ,ej- oburzył się chłopak.- Odpukaj to i przeproś moją, Caroline.
Chłopak kochał swój samochód, tak że nadał mu aż imię. Był zakochany. W starym citroenie.
- Przepraszam cię Caroline.- powiedziała śmiejąc się i głaszcząc ją po masce. Chłopak sam się zaśmiał na ten widok.  Szybko wsiedli do auta i pojechali po ostatniego członka ich paczki.

-Gotowy?- zapytał samego siebie w lustrze. Był gotowy na wyjście, na swoją pierwszą licealną imprezę. Na jego twarzy ciągle rozciągał się wielki uśmiech, który próbował powstrzymywać. Jednak był tak bardzo podekscytowany, że po dziesięciu próbach, już poddał się emocjom.
Dave wczoraj po korkach pomógł mu w znalezieniu jakiś odpowiednich ciuchów, bo przecież nie mógł iść tak jak ubiera się na co dzień.
  Czarny podkoszulek z The Ramones i do tego czarne jeansy, o których istnieniu nawet nie wiedział. Założył jeszcze łańcuch i wyglądał jak rasowy rockman... No nie licząc swojej twarzy nerda. Przeczesał ręką swoje brązowe włosy i cicho westchnął.
Ciągle zastanawiał się jak to będzie. Jednak jego optymistyczna część podpowiadała mu, żeby się nie przejmował. "Co ma być to będzie, prawda?"- zapytał się sam w myślach. Ubrał jeszcze swoje okulary i potrzepał głową, aby jego niesforne loki ułożyły się bardziej niedbałe. Ponoć wyglądało to dobrze. No cóż, lepiej niż zwykle.